"Szkło kontaktowe" w kryzysie. "To może być ratunkiem dla programu"

Tomasz Sianecki zasiada na fotelu prowadzącego "Szkło kontaktowe" od początku istnienia programu
Tomasz Sianecki zasiada na fotelu prowadzącego "Szkło kontaktowe" od początku istnienia programu
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Przemek Gulda

21.06.2023 13:35, aktual.: 21.06.2023 14:26

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Ulubiony temat prac magisterskich, zły sen Kaczyńskiego, napęd dla forów internetowych, książek i spektakli teatralnych. Czym jest "Szkło kontaktowe"?

Wystarczył jeden głupi żart, żeby zachwiała się potęga budowana przez prawie dwie dekady. Czym jest "Szkło kontaktowe" i jak budowało swoją pozycję od 2005 roku do paskudnego transfobicznego żartu sprzed kilku dni, który może na dobre pogrążyć ten program?

Jest wtorek, 25 stycznia 2005 roku. Na antenie TVN po raz pierwszy pojawia się czołówka nowego programu. Ci, którzy tego dnia obejrzeli "Szkło kontaktowe", nie mogli się nawet domyślać, że obserwują narodziny czegoś ważnego - jednego z najgłośniejszych polskich programów telewizyjnych, audycji, która będzie przyciągać przed ekrany rekordową widownię, wywoływać głośny śmiech po jednej i bezsilną wściekłość po drugiej stronie sceny politycznej. Audycji, która zmieni polską politykę, żeby po prawie dwudziestu latach boleśnie potknąć się o własne nogi.

Harcerz z dobrymi pomysłami

Formuła programu wydaje się genialna - jest tak prosta, że skłania do pytania: czemu nikt tego wcześniej nie wymyślił? W studiu zasiada grono osób komentujących aktualne wydarzenia polityczne w zabawny, inteligentny i trochę złośliwy sposób. Chętnie skupiają się na potknięciach polityków, a zwłaszcza ich niefortunnych wypowiedziach.

Zaraz, nikt tego wcześniej nie wymyślił? To nieprawda. Takie rzeczy od lat robił Grzegorz Miecugow. Ale robił to na antenie radiowej i to niekoniecznie w najbardziej znanych stacjach.

Zaczynał w lokalnych warszawskich rozgłośniach jeszcze w latach 80. Trochę głośniej zrobiło się o nim, kiedy trafił do Rozgłośni Harcerskiej. Popularna wówczas głównie wśród alternatywnie nastawionych do rzeczywistości młodych ludzi, była otwarta na nowe pomysły i nieoczywiste formaty. I na poczucie humoru. Miecugow odnalazł się tam doskonale. I właśnie tam testował swoje pomysły na opowiadanie o rzeczywistości - choćby ten, żeby wyławiać z politycznych przemówień pomyłki i absurdy.

Mocne grono na ekranie

Kiedy Miecugow, po latach pracy w różnych mediach, dostaje propozycję współpracy z TVN, jego dawne pomysły nagle znajdują znakomite pole do realizacji na dużą skalę. Władze stacji musiały być zadowolone - "Szkło kontaktowe" od początku cieszy się wielką popularnością. Udaje się stworzyć mocny zespół, który przyciąga widownię przenikliwością, błyskotliwością i poczuciem humoru. Na fotelach prowadzących na początku zasiadali sam Miecugow i Tomasz Sianecki. Po trzech latach dołączyli do nich Grzegorz Markowski i Wojciech Zimiński. Duże zmiany nastąpiły dopiero po kilkunastu latach, już po śmierci Miecugowa w 2017 roku. Zapadła wtedy decyzja o odświeżeniu programu - do zespołu dołączyli satyrycy znacznie młodszego pokolenia: Michał Kempa, Tomasz Jachimek i pierwsza kobieta na "szklanym" fotelu, Katarzyna Kasia.

Barwne i różnorodne było też grono zapraszanych do programu komentatorek i komentatorów. Jedną z najbardziej lubianych była Maria Czubaszek, obok niej polityczne sprawy komentowały w programie takie sławy jak m.in.: poeta i autor piosenek Andrzej Poniedzielski, scenarzystka Ilona Łepkowska, dziennikarz, poeta i wokalista Artur Andrus czy rysownik satyryczny Henryk Sawka.

"Wynik zbiorowej pracy narodu"

Z okazji jubileuszu piętnastolecia istnienia programu jego wydawczyni, Dominika Sekielska mówiła w portalu Wirtualne Media, że sensem "Szkła kontaktowego" jest wciąganie publiczności "do wspólnej zabawy, nawet kiedy jest poważnie i trudno silić się na dowcip (…). Dopóki możemy się śmiać jesteśmy wolni."

Wspominała też o tym, że ważnym powodem sukcesu jest "interaktywność i ciągły kontakt z widzami". Początkowo były to głównie rozmowy telefoniczne, wraz z rozwojem technologii komunikacyjnych, coraz większy udział publiczności w programie zapewniały SMS-y, Facebook czy Twitter.

- "Szkło" to wynik zbiorowej pracy narodu, na tym polega fenomen programu - mówiła Sekielska w 2020 roku.

Stosy prac magisterskich

"Szkło kontaktowe" początkowo oglądało około 125 tys. osób, ale ten wynik zaczął szybko rosnąć. Według danych Nielsen Audience Measurement widownia wkrótce przekroczyła pół miliona, a w rekordowych momentach dobijała do prawie 700 tys., co w przypadku tego typu programów jest wynikiem niebagatelnym.

- Swój sukces "Szkło kontaktowe" zawdzięcza temu, że od samego początku jest programem wyjątkowym - ocenia Maciej Myśliwiec, medioznawca ze Space Agency. - Paradoksalne jest to, że to format zgoła nietelewizyjny, który jednak w telewizji sprawdził się znakomicie.

"Szkło kontaktowe" szybko przekroczyło też ramy telewizyjnego ekranu i stało się hasłem obejmującym znacznie szerszy zakres spraw, niż tylko sam program telewizyjny.

W księgarniach znaleźć można dziś spory zestaw książek poświęconych w ten czy inny sposób programowi. Do kilku z nich rękę przyłożył sam Miecugow: już w 2007 roku wydał wraz z Sianeckim książkę "Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu". Kilka lat później ukazuje się "Szkiełko i wokół", zbiór wspomnień dziennikarza, przygotowany z Violettą Ozminkowski.

W styczniu 2022 roku wydawnictwo książkowe Agory zaproponowało pozycję autorstwa Tomasza Jachimka, "No i pogadali. >>Szkło Kontaktowe<<, gdy gasną kamery". To zestaw wywiadów z osobami współtworzącymi program. Ujawniały one kulisy jego powstawania i dzieliły się licznymi anegdotkami.

A to tylko wierzchołek góry lodowej, której główną częścią jest niezliczona liczba prac magisterskich i licencjackich, pisanych na wydziałach dziennikarskich w całej Polsce - legenda głosi, że to jeden z ulubionych tematów, bardzo chętnie wybierany przez studentki i studentów.

"Szkło kontaktowe" trafiło też na deski teatru. A wręcz: teatrów. W maju 2018 roku w warszawskim Teatrze 6 Piętro miała miejsce premiera spektaklu "Szkło kontaktowe live & touch", który jest po prostu wydaniem programu rozgrywającym się na żywo na oczach publiczności. Od 2023 roku kilka osób znanych z programu pokazuje na scenie innego warszawskiego teatru, Komedii, spektakl "Kanał Polska". Nie ma on nic wspólnego ze "Szkłem" jeśli chodzi o pomysł i strukturę, ale trudno nie przyznać, że dla wielu osób nazwiska na plakacie: Kasia, Kempa, Markowski, jednoznacznie kojarzą się z kultową audycją TVN.

Szklany sztandar

"Szkło kontaktowe" szybko stało się czymś więcej niż programem telewizyjnym także w wymiarze ideowym. Jako najważniejsza audycja publicystyczna TVN, w której prezentowana jest bardzo jednoznaczna opcja polityczna, dziś kojarzona z opozycją wobec rządów PiS, szybko stała się swego rodzaju sztandarem całego środowiska: niektóre osoby z nim związane aktywnie udzielają się na forach internetowych poświęconych programowi, inni przenoszą to raczej do świata realnego, organizując zloty i spotkania fanek i fanów "Szkła kontaktowego". Transparenty nawiązujące do programu można było zobaczyć nawet na manifestach antyrządowych.

To wszystko nie mogło oczywiście pozostać bez reakcji ze strony podgryzanej formacji. To być może nieco zbyt dalekie wnioski, ale można się domyślać, że "Szkło kontaktowe" jest jednym z powodów niechęci, a dziś już wręcz otwartej wrogości PiS wobec TVN. Jarosław Kaczyński powiedział to w zasadzie otwarcie już w 2010 roku - w emocjonalnym wystąpieniu oświadczył wówczas, że PiS jest w "Szkle kontaktowym" atakowany w sposób "wulgarny i obrzydliwy", dlatego program powinien być natychmiast zdjęty z anteny.

W tym kontekście bardzo zabawne jest to, że strona rządowa w jakimś sensie przyznała, że formuła "Szkła kontaktowego" jest niezwykle atrakcyjna i może być bardzo skutecznym sposobem atakowania politycznych przeciwników. W jaki sposób przyznała? Wzorując się na niej. Bo trzeba być przecież ślepym, żeby nie zauważyć, jak bardzo podobny do "Szkła kontaktowego" jest program wymyślony jako przeciwwaga do niego - "W tyle wizji", emitowany w TVP od 2016 roku, reżyserowany przez Marcina Wolskiego, dyżurnego satyryka PiS-u.

Może powrót do korzeni?

Co ciekawe na tym "szkle" do tej pory było zadziwiająco mało rys. Owszem, tu i ówdzie można było spotkać narzekania na "kodziarski" czy wręcz "dziaderski" wydźwięk programu, czy poszczególnych żartów, ale nie sposób było znaleźć w kolejnych odcinkach poważniejszych wtop i wpadek. Bo przecież trudno za takowe uznać choćby przejęzyczenie Tomasza Jachimka sprzed kilku miesięcy - zamiast "ludzi" szukał on w sztabie jednej z partii "człowieków".

W związku z tym po opozycyjnej stronie sporu politycznego nie było raczej żadnych dyskusji na temat formuły programu czy rozważań o tym, czy po prawie 20 latach nie wymagałaby ona poważniejszego odświeżenia. Ale ostatnia afera z transfobicznym żartem Krzysztofa Daukszewicza, nieco uchyliła furtkę krytyki "Szkła kontaktowego".

- W obecnej formule program ten nieco się zużył - ocenia jednoznacznie prof. Jacek Dąbała, medioznawca i audytor jakości mediów z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Tego typu formaty wymagają stale nowych bodźców, odświeżania. To normalne. To też kwestia sposobu zarządzania programem, otwartości na nowe twarze i pomysły.

Szukając rozwiązania tych problemów, ekspert postuluje konieczność spojrzenia na program z zewnątrz, świeżym, fachowym okiem.

- Kłania się - mówi prof. Dąbała - jak zresztą w przypadku większości mediów, brak niezależnego, przyjaznego, profesjonalnego i regularnego audytu jakości treści i dziennikarstwa. Od wewnątrz zwykle mniej widać, to prosta prawda.

Jeszcze inny pomysł na odbudowę programu po dzisiejszym gigantycznym kryzysie ma Maciej Myśliwiec ze Space Agency.

- "Szkło kontaktowe" początkowo miało formułę, w której to dziennikarze fachowo, choć z uśmiechem, komentowali rzeczywistość - mówi. - Dopiero potem, po jakimś czasie, program został "przejęty" przez satyryków. Dziś wygląda na to, że formuła satyryczna trochę się już zużyła. Może warto wrócić do korzeni i skupić się na merytorycznych komentarzach dziennikarzy. To może być ratunkiem dla tego programu.

Pytanie tylko, czy - mimo niekończącej się od kilku dni awantury - program w ogóle będzie potrzebował ratunku? Dobrze poinformowane źródła telewizyjne donoszą bowiem, że jego oglądalność jest od wielu miesięcy na rekordowym poziomie. A to mocny argument za tym, żeby nic nie zmieniać i dalej konsumować ten wielki sukces. Być może największy w polskiej telewizji w ostatnim ćwierćwieczu.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (398)
Zobacz także