"Rolnik szuka żony": Agnieszka dosadnie podsumowała kandydatów. Przyznała, że się zawiodła

Nie na taki finał liczyła Agnieszka, która ostatecznie nie wybrała żadnego z kandydatów
Nie na taki finał liczyła Agnieszka, która ostatecznie nie wybrała żadnego z kandydatów
Źródło zdjęć: © kadr z programu

19.11.2023 22:07

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Oj, nie na taki finał znajomości z kandydatami liczyła Agnieszka. Rolniczka wprost przyznała przed kamerami, że jest rozczarowana. Po kilku wspólnych dniach na gospodarstwie spędzonych z Jankiem i Irkiem wystawiła obydwu fatalną opinię. Zobaczcie, jak ich podsumowała.

Wygląda na to, że 40-letnia Agnieszka z 10. edycji "Rolnik szuka żony" nie znalazła w programie tego, czego szukała, czyli wielkiej miłości. Właścicielka stadniny z Mazur ostatecznie odesłała do domu dwóch pozostałych kandydatów: Ireneusza i Jana, wcześniej jednak nie szczędząc im wyrzutów przed kamerą.

Jeszcze zanim wszyscy troje spotkali się z Martą Manowską, Agnieszka powiedziała panom, że ma do nich żal, że niedostatecznie zabiegali o to, by ją poznać. Jak to ujęła: "zorientowali się dopiero wtedy, kiedy im powiedziała, czyli trochę za późno". - Zabrakło po prostu odwagi, męskiej decyzji - podsumowała postawę kandydatów Agnieszka.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Agnieszka podczas rozmowy z Martą Manowską w cztery oczy przyznała, że czuje się rozczarowana takim obrotem spraw. - Nie wyobrażam sobie, żeby musiała tłumaczyć prawie 50-latkowi i prawe 40-latkowi, po co tu przyjechali. Nie zrobili nic, żeby mnie poznać - mówiła z żalem rolniczka, przy czym popłynęły jej łzy.

Jak z kolei na decyzję i zarzuty Agnieszki zareagowali jej kandydaci? Ireneusz złożył przed kamerami samokrytykę. - Za mało się postarałem - przyznał, dodając, że spodziewał się powrotu do domu.

Janek z kolei zwrócił uwagę, że Agnieszka wyraźnie czego innego oczekiwała, a co innego sygnalizowała. - Ona myślała, że będziemy rozmawiać w cztery oczy, ale w szeroki dystans nas wprowadziła, zero uczuć, zero bliskości nic, nic z niej nie wypływało przez te pięć dni, absolutnie - tłumaczył przed kamerą.

- Agnieszka potrzebowała atencji, a trzymała nas na dystans - dodał Janek już w obecności Irka.

Jednak nie tylko brak inicjatywy przeszkadzał rolniczce z Biskupca, bo mówiąc o odesłanych do domu kandydatach, tak ich podsumowała:

- Janek to jest duże dziecko - stwierdziła bohaterka programu TVP, zaznaczając, że nie wzięła go sobie na wychowanie. Jeszcze gorzej wypadł jej w oczach Ireneusz, którego nazwała "typem uciekiniera".

- Ja się boję, że on skrywa jeszcze tyle tajemnic, że ja nie chce tego odkryć. To jest typ uciekiniera, jak mu coś nie wychodzi, to ucieka z kraju do kraju.

Potem z ust Agnieszki padły jeszcze mocniejsze stwierdzenia, w których bez ogródek nazywała to, co nie pasuje jej w zabiegających o jej względy panach. - Nie chcę leczyć depresji Irka, a Janek to jest to wychowania - stwierdziła Agnieszka, która koniec końców zadeklarowała, że "nie zamyka się miłość", a dzięki udziałowi w programie wiele się na swój temat dowiedziała.

- Wiem, że muszę być bardziej cierpliwa w stosunku do ludzi - przyznała przed kamerą rolniczka, która w finale pojawi się sama.

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" rozmawiamy o "Czasie krwawego księżyca" i prawdziwej historii stojącej za filmem Martina Scorsese, sprawdzamy, czy jest się czego bać w "Zagładzie domu Usherów" i czy leniwiec-morderca ze "Slotherhouse" to taki słodziak, na jakiego wygląda. Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Źródło artykułu:WP Teleshow
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (30)
Zobacz także