"Watchmen" to arcydzieło. Najlepszy serial roku od HBO

"Watchmen" to arcydzieło. Najlepszy serial roku od HBO
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Magdalena Drozdek

17.12.2019 10:55, aktual.: 17.12.2019 14:32

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Ponad 7 milionów widzów i tony komentarzy wyrażających czysty zachwyt. "Watchmeni" od HBO to czyste złoto, które musicie nadrobić, jeśli jeszcze nie znacie tego serialu. Usiądźcie wygodnie z talerzem pierogów, to jest arcydzieło.

Serialem HBO zachwycają się Amerykanie, a w Polsce "Watchmeni" przechodzą praktycznie bez echa. Ogromna szkoda, bo to zdaniem wielu krytyków i widzów najlepszy serial, jaki pokazano w 2019 r. Mówi się też, że "Watchmeni" to po drugim sezonie "Wielkich kłamstewek" najlepsze, co dało nam HBO w ostatnich miesiącach. A to wiele znaczy, gdy spojrzymy na potężny rynek seriali i bogatą konkurencję także na tej platformie.

Za nami niestety już finałowy odcinek "Watchmenów". Obejrzało go ponad półtora miliona widzów, czyli o 17 proc. więcej osób niż pierwszy odcinek, w którym dopiero poznawaliśmy świat pokazany przez reżysera Damona Lindelofa. Według danych zebranych po 7 odcinku (seria liczy w sumie ich 9), "Watchmeni" przyciągnęli w sumie widownię liczącą ponad 7 mln widzów. To sporo, chociaż do "Gry o tron" nie ma co porównywać - średnio historię prosto z Westeros widziały 32 mln widzów.

O co chodzi w "Watchmenach"?

Akcja dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Historię naznaczają szczególnie trzy wydarzenia. Pierwsze to masakra w Tulsie z 1921 r., o której pisaliśmy wam już szczegółowo w poprzednim tekście. Biali mieszkańcy miasta zaatakowali czarnoskórych sąsiadów, doprowadzając do rzezi. Kilkanaście lat po tych tragicznych wydarzeniach rząd przyjął ustawę o wypłacaniu reparacji wszystkim tym, którzy zostali dotknięci masakrą.

Obraz
© Materiały prasowe

W świecie "Watchmenów" policjanci muszą ukrywać swoją tożsamość za maskami ze względów bezpieczeństwa. Ci, którzy pracują w służbie, nie mogą przyznawać się przed bliskimi, co robią w pracy. Tak np. główna bohaterka - Angela Abar - ukrywa przed swoimi adoptowanymi dziećmi, że na co dzień paraduje w kostiumie jako Sister Night, agentka specjalna.

Drugie wydarzenie, które ukształtowało rzeczywistość ludzi, to wygrana przez USA wojna w Wietnamie. Azjatyckie państwo jest jednym ze stanów USA, w którym rezydują Amerykanie. Prezydentem od czasu wojny jest Robert Redford - tak, ten znany aktor.

I trzecie wydarzenie, które miało miejsce w 1985 r. Na Nowy Jork spadł... wielki kalmar. Oszczędzając wam szczegółów: tamtego dnia zginęło 3 mln ludzi. Zarządzono, że dostęp do internetu i w ogóle nowych techonologi będzie praktycznie nielegalny.

W "Watchmenach" nikt więc nie korzysta ze smartfonów, nie ma konta na Insta ani "fejsie", nie wysyła sobie selfie na tle spadających co jakiś czas z nieba kalmarów, ani nie może nawet sprawdzić w internecie, kim byli jego przodkowie.

Obraz
© Materiały prasowe

Świat, który trzeba pochłonąć

Najważniejsi w serialu są jednak bohaterowie. Wspomniana już Angela Abar (w tej roli genialna Regina King, której należy się wiele nominacji do najważniejszych nagród) musi rozgrzebać przeszłość swojej rodziny. Plus dowiedzieć się, czy jej najbliższy przyjaciel należał do 7 Kawalerii, czyli grupy wyznającej supremację białych.

Pojawia się jej dziadek z równie ciekawą przeszłością superbohatera. Pojawia się Lady Trieu, która dysponuje jakąś kosmiczną technologią i nie wiadomo do końca, czy chce ludzi wymazać z planety, czy jakoś im pomóc.

"Watchmeni" to scenariuszowe arcydzieło. Trzeba oglądać dokładnie od pierwszego odcinka aż do samego końca, bo wątki zmieniają się z prędkością światła. Mrugniesz i coś stracisz. Jest tak wiele szczegółów, że oglądanie tego to nie tylko czysta przyjemność, ale też intelektualne wyzwanie, które wciąga.

Obraz
© Materiały prasowe

Szczęka opada, gdy pomyśli się, jaką pracę włożyli scenarzyści w napisanie tych 9 odcinków. Twórcy doskonale zdawali sobie sprawę, że podejmują wyjątkowo drażliwy temat. Rasizm? Mordowanie czarnoskórych? Lindelof w rozmowie z "LA Times" przyznał, że bardzo bał się tego, jak widzowie odbiorą tę historię. By nie być oskarżonym o rasizm, zatrudnił do pracy nad scenariuszem 12-osobowy zespół (tylko 4 osoby to biali mężczyźni).

Obraz
© Materiały prasowe

I nagle człowiek zastanawia się, dlaczego właściwie inne seriale powierza się znacznie mniej licznym zespołom scenarzystów. Burzę mózgów i kreatywność wielu wielkich ludzi widać tu co minutę.

Prawdziwie doskonała jazda zaczyna się od 6 odcinka, gdy poznajemy historię Hooded Justice, czyli bohatera znanego dobrze fanom komiksów i filmu Zacka Snydera z 2009 r. Żaden serial, który obejrzycie po tym, nie da wam już takiej frajdy.

Obraz
© Materiały prasowe

Zapomnijcie o tym, że nie cierpicie komiksów i historyjek o superbohaterach. "Watchmeni" to świetnie zrealizowana wizjonerska uczta dla oka.

Lindelof w wywiadach przyznaje, że serial jest zamkniętą historią. Po sukcesie sezonu można by spodziewać się obietnicy nakręcenia drugiego. Tymczasem Lindelof szczerze mówi, że... nie ma pomysłu na dalszy ciąg, ale chętnie popatrzyłby na to, co ktoś inny teraz wymyśli. My zresztą też.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (124)
Zobacz także