Trwa ładowanie...

Joanna Kulig o "The Eddy": Zapytałam, czy mogę powiedzieć coś po polsku i tak już zostało

Joanna Kulig zachwyciła cały świat swoją rolą w "Zimnej wojnie" Pawła Pawlikowskiego. Zaowocowało to propozycją gry w serialu Netflixa "The Eddy", wyreżyserowanego przez samego Damiena Chazella ("Whiplash", "La La Land"). Produkcja miała swoją premierę na Berlinale, gdzie porozmawialiśmy z aktorką o tym międzynarodowym projekcie.

Share
Joanna Kulig o "The Eddy": Zapytałam, czy mogę powiedzieć coś po polsku i tak już zostało
Źródło: ONS.pl
d2zh2g6

Małgorzata Czop: Ostatnio twój aktorski świat nierozerwalnie wiąże się z muzyką. Stęskniłaś się za pracą czysto aktorską?

Joanna Kulig: Zdecydowanie tak. Myślę, że potrzebuję takiej odskoczni po "The Eddy". Tak też będzie w kolejnym projekcie, nad którym będę pracować w Paryżu.

Jak się trafia do międzynarodowej produkcji Netfliksa?

"The Eddy" był dla mnie bardzo naturalną sprawą po "Zimnej wojnie". Nie planowałam tego i nawet nie marzyłam o współpracy z Damienem Chazellem. Wszystko wydarzyło się pod koniec kampanii oscarowej, jeszcze przed galą i narodzinami mojego syna. Moja amerykańska agentka skontaktowała się ze mną i powiedziała, że Damien chce się ze mną spotkać. Umówiliśmy się w Santa Monica i odbyliśmy naprawdę świetną rozmowę. Potem czekała mnie rozmowa z Glenem Ballardem (kompozytor – przyp.red). Te spotkania i casting doprowadziły do pracy przy tym projekcie z małym dzieckiem przy boku.

Zobacz wideo: <a href="https://film.wp.pl/joanna-kulig-6030974284461185c">Joanna Kulig</a> o roli w "The Eddy" Netfliksa: "Takiego serialu jeszcze nie było"

Musiałaś zrobić na nich niesamowite wrażenie.

To był ciekawy proces, ponieważ na samym początku ta postać nazywała się Kelly i była napisana dla amerykańskiej aktorki. Twórcy zmienili jednak zdanie po zobaczeniu "Zimnej wojny". Pomyśleli o mnie i od tego momentu wszystko działo się bardzo szybko. Dołączyłam do tego projektu na ostatnią chwilę. Glen Ballard powtarzał mi: "Joanna, tylko ty potrafisz to zrobić. Masz coś w swoim głosie, co wydaje się właściwe w jazzie i moich piosenkach".

d2zh2g6

Na planie spotkałaś się z niesamowitymi twórcami jazzu…

To było niesamowite przeżycie. Spotkanie Glena Ballarda, jednego z najbliższych przyjaciół Quincy Jonesa, który jest dla mnie jak guru, było spełnieniem marzeń. Praca z niesamowitymi jazzowymi muzykami była czymś cudownym. Ten serial dał mi szansę na bycie piosenkarką, a to jest coś, co zawsze chciałam zrobić.

Twoja bohaterka Maja pochodzi z Polski, mieszka w Paryżu. Mówi w trzech językach. Jak znalazłaś jej głos?

Największym problemem była artykulacja słów w innym języku. Czasami stawało się naprawdę ciężko, kiedy po kilka godzin ćwiczyliśmy z zespołem. Z mojej frustracji narodziły się pewne elementy Mai. Pewnego dnia, kiedy miałam problem ze słowami i starałam się coraz bardziej zła, zapytałam się, czy mogę powiedzieć coś po polsku i po chwili wrócić do śpiewania. I tak też zostało w serialu…

A pojawiły się jakieś konflikty czy problemy wynikające z różnic kulturowych?

Spędziliśmy bardzo dużo czasu z Glennem i Randym (Randy Kerber – kompozytor i pianista), pracując nad piosenkami. Ciągle powtarzali, że jest świetnie, po czym kazali mi próbować jeszcze raz. To trwało wieki. Amerykanie zawsze mówią "everything is great", a ja potrzebowałam jasnego komunikatu, co jest nie tak i jak mogę to poprawić. Przez to omijanie szczerości czułam, że tkwimy w martwym punkcie.

d2zh2g6

Jazz jest kontrolowaną improwizacją. A jak było aktorsko na planie?

Z Damienem Chazellem zawsze była przestrzeń na improwizację, co było dla mnie niebywale stresujące. W końcu powiedział mi, żebym mówiła czasami po polsku. Przyznał, że nie rozumie, co mówię, ale mu się to podoba. Musiałam mieć w głowie język angielski, francuski i polski i zdecydować, jak ich używać w tych momentach improwizacji. Na szczęście mieliśmy bardzo dobrą acting coach, która była z nami od początku do końca. To bardzo istotne w momencie, kiedy przy całej produkcji pracuje czterech różnych reżyserów. Bardzo mi pomogła, szczególnie z moją frustracją dotyczącą pamięci. Nieustannie mi przypominała, że karmię piersią i dlatego moja pamięć nie jest w szczytowej formie.

A rola Mai wymagała wyćwiczonej pamięci. Miałaś do przygotowania sporo tekstu, a także kilkanaście piosenek.

Musiałam zapamiętać teksty 14 piosenek po angielsku i dwóch po francusku. I choć w serialu wykorzystują tylko fragmenty utworów, musiałam umieć wszystkie w całości. Zdjęcia odbywały się w bardzo dokumentalnym stylu i nigdy nie wiedziałam, który fragment sceny wejdzie do odcinka. Kiedy dopadł mnie największy kryzys, zadzwoniłam do mojej nauczycielki aktorstwa, która przez 40 lat pracowała w teatrze jako sufler, i poprosiłam ją, żeby przyleciała do mnie do Paryża. Pomogła mi zapamiętać wszystkie kwestie po angielsku i francusku, choć pracowałyśmy nad tym po polsku. Mieszkała ze mną, więc ćwiczyłyśmy nawet, kiedy karmiłam piersią czy byłam z Jankiem w parku. To było dla mnie bardzo ważne, żebym w moim ojczystym języku zrozumiała, kim jest Maja.

Przez kilka miesięcy przebywałaś na planie z całkowicie zagraniczną ekipą. Jakie to jest doświadczenie?

Na początku myślałam, że to świetne ćwiczenie: być na planie, gdzie nikt nie mówi po polsku. Mówiłam sobie, że to duży postęp i możliwość rozwoju. Miałam też amerykańską nianię i mówiłam tylko po angielsku. Jednak po czasie zaczęłam się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim jest moja dusza i charakter. To było dla mnie ważne, żeby przełożyć – tak, jak tłumacz książkę – swoją postać na język polski. Dopiero wtedy mogłam w pełni zrozumieć Maję. Na początku jest ona bardzo depresyjna. Z każdym kolejnym odcinkiem staje się coraz silniejsza. Spaja cały zespół. W końcu zaczyna kontrolować swoje życie i zyskuje nową energię do działania.

d2zh2g6

To był dla ciebie bardzo intensywny okres. Co było dla ciebie najważniejsze, by zachować siebie i nie zwariować?

Postanowiłam, że potrzebuję czasu dla siebie. Musiałam wrócić do Polski i zrozumieć, co to znaczyć być matką i kim jestem. Musiałam oczyścić umysł, dlatego na moment chciałam zostać widownią, odbierać sztukę, a nie ją tworzyć. Nauczyłam się też mówić "nie" niektórym propozycjom. Zrozumiałam, że czasem warto zyskać czas na bycie mamą i rozwój osobisty.

Często musiałaś mówić "nie" po "The Eddy", żeby zyskać ten czas dla siebie, o którym mówisz?

Po "The Eddy" pojawiło się wiele propozycji ze Stanów czy Francji i bardzo trudno było powiedzieć "nie". Znam jednak siebie. Wiem, że mogę robić milion rzeczy w jednym momencie, ale wtedy potrzebowałam mieć czas dla siebie. Wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Zresztą cały czas coś robię, choć są to mniejsze rzeczy.

d2zh2g6

Podziel się opinią

Share
d2zh2g6
d2zh2g6