Trwa ładowanie...

Upadek tancerki na samym końcu występu Eweliny Lisowskiej. Widzowie zdezorientowani

Ewelina Lisowska podczas sylwestrowego koncertu emitowanego na Polsacie nie udźwignęła repertuaru Lady Gagi i zaserwowała widzom mało udany występ. Oprócz wokalu, który pozostawia wiele do życzenia, wpadkę zaliczyli również tancerze.

Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Upadek tancerki na samym końcu występu Eweliny Lisowskiej. Widzowie zdezorientowani
Źródło: YouTube, fot: YouTube
d1xs3rk

Wśród artystów, którzy zaprezentowali się na scenie w Chorzowie, byli ci, którym ewidentnie coś nie wyszło. Niestety, Lisowska zalicza się właśnie do tej grupy.

Gdy piosenkarka wyszła na scenę i zaczęła śpiewać "Bad Romance" Lady Gagi, wszystko wskazywało na to, że popularny utwór po prostu przerośnie artystkę. Tak też ostatecznie wyszło. Internauci nie szczędzili słów krytyki w sieci. "Ewelina Lisowska śpiewa Lady Gagę i właśnie niszczy piosenkę. Nawet moja mama to stwierdziła, więc chyba mam rację", "To jest straszne" - dzielili się wrażeniami widzowie w mediach społecznościowych.

Wokal artystki to nie jedyny problem. Ewelinie Lisowskiej podczas występu towarzyszyli profesjonalni tancerze. Na koniec występu jedna z tancerek niespodziewanie upadła. Widzowie byli zdezorientowani, ponieważ pomyśleli, że zemdlała i nikt nie udzielił jej pomocy. Tymczasem - jak pisze artystka - doszło do nieporozumienia.

d1xs3rk

"Miała upaść, gdy do niej podejdę i chyba zapomniała" - tłumaczyła w social mediach Ewelina Lisowska.

Nawet w najbardziej skrupulatnie przygotowanej chorografii może dojść do wpadki. Tym bardziej, że w występach na żywo dochodzi również stres, na który ludzie reagują różnie. I z czego wychodzą takie nieporozumienia jak te podczas występu Eweliny Lisowskiej.

icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

d1xs3rk

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1xs3rk
d1xs3rk