Syn Gessler o swojej sytuacji: "Musieliśmy dokonać dużych cięć"

Tadeusz Müller wypowiedział się na temat obostrzeń
Tadeusz Müller wypowiedział się na temat obostrzeń
Źródło zdjęć: © AKPA
Karolina Stankiewicz

21.01.2021 08:02

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Branża gastronomiczna ma dość obostrzeń nałożonych z powodu koronawirusa. Niektórzy restauratorzy coraz głośniej domagają się ich zniesienia. Dołączył do nich Tadeusz Müller, syn Magdy Gessler.

Niepewna sytuacja restauratorów i już i tak napięta atmosfera wśród przedsiębiorców lokali gastronomicznych wywołuje skrajne emocje. Przedstawiciele branży mówią głośno o jej złym stanie i aby przetrwać, biorą sprawy w swoje ręce. W związku z wciąż obowiązującymi restrykcjami, wielu z nich postanowiło otworzyć swoje lokale, zachowując wytyczne reżimu sanitarnego. Podkreślają, że chcą pracować i chcą zapewnić pracownikom i dostawcom zatrudnienie i zarobki.

Otwarcie restauracji wzbudziło dyskusję. Również w show-biznesie, gdy okazało się, że sygnowane nazwiskiem Magdy Gessler Schronisko Smaków z Bukowiny Tatrzańskiej też planuje otwarcie. Słynna restauratorka powiedziała, że lokal otworzył się bez jej wiedzy.

Początkowo w rozmowie z "Super Expressem" Gessler powiedziała: - To jest duża restauracja, która doskonale sobie daje radę. Mają okienka, do których ustawiają się kolejki jak do wyciągów.

Zapowiedziała też, że będzie interweniować, by do otwarcia restauracji nie doszło. Mimo to Schronisko Smaków otworzyło się, a na miejsce przybyła policja i Sanepid.

Gessler zmieniła jednak zdanie. W rozmowie z TVN24 stanęła po stronie restauratorów: - Obecna sytuacja restauratorów jest tak dramatyczna, tak niewyjaśniona, tak nieklarowna, tak osierocona przez państwo, że ja rozumiem, że ludzie muszą zrobić coś, żeby rząd zaczął myśleć o ludziach.

Swoje zdanie na ten temat wypowiedział też w rozmowie z Plejadą syn Gessler, Tadeusz Müller: - Przełomowym zwrotem w tej sytuacji jest uchylenie przez Sąd w Warszawie 21 kar przyznanych przez Sanepid. Dało to impuls przedsiębiorcom, restauratorom, którzy znajdują się w najgorszej sytuacji, żeby się sprzeciwić. Jeżeli ktoś ma zadłużenie w czynszu na poziomie 100 czy 200 tys. zł, to dla niego widmo niepewnej kary przyznawanej przez Sanepid, nie determinuje go do tego, by dalej być zamkniętym. To jest dobry impuls dla restauracji, które już stoją na krawędzi upadku, żeby się otworzyć. Nie mam nic przeciwko temu. Rozumiem dokładnie to działanie, chociaż nie nawołuję do otwierania.

Opowiedział też o swojej sytuacji: - My rodzinnie prowadzimy cukiernie, które sprzedają na wynos i najważniejsze kwestie, czyli wynagrodzenia dla pracowników, są zapewnione. Musieliśmy jednak dokonać dużych cięć w zatrudnieniu. Prowadzimy sieć restauracji, która generuje duże koszty. Żeby uruchomić restaurację potrzeba kilku tygodni, dlatego, że część pracowników się przekwalifikowała. Osoby te zraziły się do pracy w tym sektorze już pierwszym lockdownem - wróciły w wakacje, ale restauracje zostały zamknięte po raz kolejny. W branży pracowało około miliona osób w Polsce i część z nich ma obawy przed powrotem do gastronomii. Restaurator nie dość, że jest zadłużony, to musi jeszcze wykonać ogromną pracę, żeby jeszcze raz zrekrutować załogę. Należy podkreślić przy tym, że jeśli pojawią się goście, to będą oni wymagać znanej im, perfekcyjnej obsługi. Duża sieć, jak nasza, naraża się więc na skumulowane kary i koszty.

Müller uważa, że restauracje nie stanowią większego zagrożenia niż handel. Chciałby, by rząd umożliwił ich otwarcie, wprowadzając na przykład system rezerwacji online, by zwiększyć bezpieczeństwo.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (5)
Zobacz także