Ewa Krawczyk opowiedziała o ostatnich chwilach z mężem. Krzysztof zmarł 5 kwietnia

"Dajcie mi chociaż tydzień spokoju!". W "Alarmie!" TVP Ewa Krawczyk nie kryła żalu
"Dajcie mi chociaż tydzień spokoju!". W "Alarmie!" TVP Ewa Krawczyk nie kryła żalu
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Grzegorz Kłos

30.04.2021 21:42

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Jak wygląda teraz życie wdowy po Krzysztofie Krawczyku? Jak znosi zarzuty, jakie padają odnośnie traktowania jedynego syna piosenkarza? W programie TVP Ewa Krawczyk otworzyła się przed widzami. "Niech ludzie przestaną się wtrącać i dadzą nam żyć" - mówi.

Od śmierci Krzysztofa Krawczyka minęły już dwa tygodnie. Na grobie nie ubywa kwiatów, a cmentarz w Grotnikach to wciąż miejsce nieustających pielgrzymek fanów. Czas leczy rany, ale musi go jeszcze sporo minąć, by wdowa po piosenkarzu wróciła do równowagi.

- Spędziliśmy prawie 40 lat razem. Non stop pracowaliśmy razem, wyjeżdżaliśmy na wakacje razem, szykowaliśmy się do koncertów razem. W hotelach razem, w samochodzie razem. Byliśmy uzależnieni od siebie - mówiła Ewa Krawczyk w programie "Alarm!" TVP.

Przed kamerą ukochana piosenkarza nie ukrywała, że wciąż nie może się pozbierać.

- Kiedy wczoraj kładłam się spać, z przyzwyczajenia nałożyłam na jego szczoteczkę pastę. Brakuje mi jego dotyku. Całuję jego zdjęcia, rzeczy. Śpię w jego koszuli - mówiła przez łzy.

Ewa Krawczyk opisała też ostatnie dni życia męża. Po powrocie ze szpitala 3 kwietnia był osłabiony, ale nic nie wskazywało, że dwa dni później rozegra się dramat.

- Taki chudy przyjechał, taki biedny. Leżeliśmy przez moment i po prostu przytulaliśmy się do siebie. Krzysiu czuł się bardzo dobrze, cieszył się, że święta spędzi w domu.

Jednak w poniedziałek 5 kwietnia jego stan nagle się pogorszył. Krawczyk co chwila tracił przytomność, trzeba było wezwać pogotowie. Nawet wtedy żona artysty nie rozumiała, że stanie się najgorsze.

- Nigdy nie byłam przy kimś, kto umiera. Nie wiedziałam, na czym polega umieranie, więc byłam pewna, że to chwilowy kryzys - wspomina.

Ewa Krawczyk robiła, co mogła, a jej mąż walczył do samego końca. Miał nadzieję, że z tego wyjdzie.

- Bronił się bardzo. Byłam w kontakcie z moją przyjaciółką, panią dr Jolantą Turoń. To ona zadecydowała, że mam zadzwonić na pogotowie, a ona zadzwoni rodziny. "Po co do rodziny?" - pytałam. "Nic nie mów, wykonuj moje polecenia" - odpowiedziała tylko.

- Położyłam się obok niego i tak prosiłam "Krzysiu, powiedz coś do mnie". A on położył rękę na moim policzku i powiedział "Moja laleczko kochana". Oczka pobiegły mu do tyłu - mówiła Ewa Krawczyk, ledwo tłumiąc łzy.

Do końca wierzyła, że się uda, choć przybyły na miejsce sanitariusz nie dawał żadnych szans. Krawczyk zmarł tego samego dnia.

- To nieprawa, co pisze prasa, że on odszedł o 17. Nie, Krzysiu zmarł dokładnie o 15:05 - dodaje.

W "Alarmie!" poruszono też sprawę kontrowersji, jakie pojawiły się tuż po pogrzebie. Chodzi m.in. o wywiad, jakiego "Faktowi" udzielił Krzysztof Cwynar - piosenkarz, który prowadzi Studio Integracji zrzeszające niepełnosprawnych artystów.

Jednym z jego podopiecznych jest syn zmarłego piosenkarza, Krzysztof Krawczyk junior, który boryka się obecnie z brakiem dachu nad głową. Tuż przed śmiercią ojca syn Krawczyka domagał się od niego alimentów.

Cwynar twierdzi, że wdowa ograniczała juniorowi kontakt z ojcem. Przypomniał też scenę, do jakiej doszło na pogrzebie, kiedy mężczyzna nie mógł dopchać się do trumny. Tę kwestię poruszył też Marian Lichtman z Trubadurów w wywiadzie z WP.

- Mam ogromny żal do tych ludzi. Nawet nie wiecie, jak bardzo. Jak tak można? Nie mam spokoju, ludzie są okropni. Ciężko z Krzysiem pracowaliśmy. Ja nie zaglądam do waszych portfeli. Co to kogo obchodzi? Jeśli jest to możliwe, to dajcie mi chociaż tydzień spokoju, abym nie musiała się denerwować - zaapelowała wdowa.

Krawczyk odniosła się do sprawy jedynego syna zmarłego męża.

- Moje serce jest otwarte na wszystkie możliwe problemy i spotkania. Nie mogę nic zrobić, bo ludzie z otoczenia mi przeszkadzają - mówiła zapewniając, że zajmie się sprawami spadkowymi tak, jak ustaliła to z Krawczykiem. - Dam jeszcze więcej niż potrzeba - zapewniła.

- Rozmawiałam z Krzysiem (juniorem – przyp. red.) w sobotę. Mieliśmy piękną rozmowę. Przedstawiłam mu wszystkie możliwe warianty, powiedziałam mu wszystko, co miałam powiedzieć i co ustaliłam z jego tatusiem - mówi Ewa Krawczyk. - Krzysiu nie przyjął mojej propozycji. Minął tydzień i nie mam od niego ani jednego telefonu, ponieważ spotkał się ze swoimi pseudoprzyjaciółmi.

Wdowa stwierdziła, że nic nie może zrobić. Choć ma nadzieję, że osoba z otoczenia Krawczyka juniora zmieni zdanie i wspólnie znajdą jakieś satysfakcjonujące rozwiązanie.

- Bardzo chcę mu pomóc, bo mój mąż tam w górze płacze z tego powodu. Niech ludzie przestaną się wtrącać i dadzą nam żyć. Ja wszystko poukładam tak, jak trzeba. Jestem silną kobietą i zrobię tak, jak mąż mnie prosił - podkreśla Ewa Krawczyk.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (943)
Zobacz także