Marta i Paweł z "Rolnik szuka żony" będą rodzicami. Zdradzili płeć dziecka

Marta ma już 8-letnią córkę z poprzedniego związku
Marta ma już 8-letnią córkę z poprzedniego związku
Źródło zdjęć: © Instagram

28.02.2022 11:01

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Marta Paszkin i Paweł Bodzianny są najlepszym przykładem na to, że w randkowym programie telewizyjnym można znaleźć prawdziwą miłość. Uczestnicy "Rolnik szuka żony" nie tylko szykują się do ślubu, ale także do narodzin dziecka. Najpierw jednak chcą się wymienić obrączkami i zalegalizować związek, który zrodził się przed kamerami TVP.

Marta Paszkin i Paweł Bodzianny ponad rok temu poznali się na planie programu "Rolnik szuka żony". Początkowo rolnik był niezdecydowany, choć Marta od razu wpadła mu w oko. Koniec końców dał jednak szansę temu związkowi, dzięki czemu Marta i Paweł jako jedyni z 7. edycji hitu TVP stworzyli trwałą relację.

14 lutego zakochani zdradzili, że będą rodzicami. Długo wstrzymywali się z ujawnieniem tej informacji – do 12 tygodnia o ciąży nie wiedzieli nawet ich bliscy. Po pierwszym trymestrze, kiedy upewnili się, że wszystko jest w porządku, podzielili się radosną nowiną ze światem.

Teraz w rozmowie z "Party" zdradzili płeć dziecka. – Nie ukrywam, że chciałem chłopaka, któremu przekażę nie tylko nazwisko, ale też swoją wiedzę, a w przyszłości również gospodarstwo. Ale jeśli byłaby córeczka, miałbym trzy księżniczki do kochania – mówił Bodzianny, który razem z narzeczoną wychowuje 8-letnią córkę z jej poprzedniego związku.

Ostatnio para zrobiła badanie USG i teraz mają już stuprocentową pewność – Marta urodzi chłopca.

- Czuję się bardzo dobrze. Jestem trochę bardziej senna niż zazwyczaj, ale wciąż aktywna, również zawodowo. Na brak energii raczej nie narzekam – wyznała Marta, która niedawno wróciła z "podróży przedślubnej" do Dubaju. Narzeczona zamożnego rolnika wybierała tam obrączki i suknię.

Ślub zaplanowali na marzec, czyli przed narodzinami dziecka. Ale wesele odbędzie się dopiero za rok. Paweł tłumaczył wcześniej, co skłoniło ich do podjęcia takiej decyzji:

- Uznaliśmy, że nie będziemy się spieszyć z przyjęciem, bo w mojej rodzinie na nadchodzące miesiące zaplanowanych jest kilka wesel. Poza tym na liście gości mamy około 120 osób i liczymy, że odległy termin pozwoli nam ich wszystkich zaprosić bez obaw, że pandemia zmieni ustalenia – tłumaczył Bodzianny.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (0)
Zobacz także