Trwa ładowanie...

"Kuchenne rewolucje" w Słupsku. Gessler bezlitosna: "Łajno!"

Magda Gessler w słupskim Mikołajku nie owijała w bawełnę. Skrytykowała absolutnie każdą rzecz! A właścicielka? Długo utrzymywała, że wszystko jest w porządku.

Kolejne "Kuchenne rewolucje" nie obyły się bez kontrowersji, InstagramKolejne "Kuchenne rewolucje" nie obyły się bez kontrowersji, Instagram
d2t6ae0
d2t6ae0

Jolanta, właścicielka Mikołajka, niegdyś zajmowała się wyrobem i sprzedażą pierogów. Smakołyki szły jak woda, niestety sukcesu nie udało się powtórzyć w restauracji. Zyski malały, długi rosły. Sam lokal nie wyglądał zapraszająco, jak przyznała sama Jolanta, "zatrzymał się w komunie". Jak źle było? Dziennie kuchnia wydawała... 3 obiady. Właścicielka zdecydowała się wreszcie napisać do Magdy Gessler bardzo emocjonalny list.

"Jestem w tym wszystkim zupełnie sama, nie mam żadnego partnera życiowego, więc nie mam z kim nawet porozmawiać. Mówi się, że silne kobiety nie płaczą. To nieprawda, nawet, teraz gdy to piszę, zalewam się łzami."

List przekonał Gessler, która postanowiła wyruszyć do Słupska. Jednak już pierwsze złe uwagi pojawił się jeszcze przed lokalem. Kreatorka smaku i stylu była zniesmaczona nieestetycznym banerem wiszącym na restauracji.

Gessler po wejściu do środka i skrytykowaniu jej wystroju szybko zabrała się za degustację kilku dań. Pierwsze uwagi pojawiły się od razu przy barszczu, którym gwiazda "Kuchennych rewolucji" zaczęła się teatralnie krztusić. Tak samo było z pozostałymi potrawami. Tymczasem właścicielka, stojąc w kuchni, przekonywała, że sama uważa, że jedzenie jest bez zarzutu.

d2t6ae0

- Osobiście nie zgadzam się z tą opinią, ale medialnie musi się coś dziać - mówiła pewna siebie Jolanta.

W międzyczasie napięcia nie wytrzymała kelnerka, którą przerosło samo zanoszenie potraw na stół i słuchanie kąśliwych uwag, m.in. tej charakterystyki flaków: "Siano z całej łąki przerobione w placek krowi. Łajno!"

Żadne danie nie przeszło testu jakości i smaku Gessler. Ostateczna ocena brzmiała: "Przez takie małe drobiazgi na stołówce je się lepiej, niż u was. To jest niejadalne i nudne."

d2t6ae0

Gdy następnego dnia Magda Gessler wróciła i poznała pracowników Mikołajka, była w szoku. Fakt, że szefem kuchni jest 20-latek kończący szkołę, nie spodobał się jej. Szefowa knajpy jednak wciąż była przekonana o swojej nieomylności.

- Gdybym nie potrafiła gotować, nie potrafiła zarządzać zespołem, nie prowadziłabym od 10 lat gastronomii - powiedziała już do kamery niezrażona krytyką Gessler.

- Dla trzech klientów nie będę przychodziła tu codziennie! - powiedziała zaskoczona pretensjami restauratorki pani Jolanta. Co więcej, zaczęła wątpić, czy nie popełniła błędu zapraszając kamery TVN do Mikołajka.

d2t6ae0

Przez noc najwyraźniej przemyślała swoje słowa, bo zgodziła się ze wszystkim, co wcześniej usłyszała i obiecała, że zostanie szefową kuchni w Mikołajku. Gessler zatem mogła zacząć swoją rewolucję. Zaczęła od nowej nazwy - Złoty pikling.

W nowym menu Gessler umieściła gęsinę, ryby, wędzonego śledzia i przysmaki tradycyjnej kuchni polskiej. By zainspirować ekipę Złotego piklinga, restauratorka zaprosiła ich do restauracji w Ustce, gdzie 10 lat temu przeprowadziła rewolucję zakończoną spektakularnym sukcesem. Jolanta nabrała apetytu na podobny sukces, więc z werwą zabrała się do nauki pod okiem Gessler.

Na kuchni powstała zapiekanka z gęsiny, sos frankfurcki z wędzonym śledziem, rosół na kurczaku i dorszu, pasta z ryby oraz kisiel z buraków i rabarbaru. Wnętrze lokalu stało się ładne i przytulne. Mogli nadejść goście na pokazową kolację. Dania smakowały oczywiście wszystkim zaproszonym. Ale ostateczny test Złoty pikling musiał zdać po powrocie Gessler.

Gospodyni "Kuchennych rewolucji", gdy znów odwiedziła słupską restaurację, od razu poprosiła o podanie dań ze swojego menu. Jednak skrytykowała na wejściu przystawki, tzw. "czekadełka". Popisowy pikling okazał się za zimny, rosołowi brakowało kolendry, mięso z gęsi było za twarde i... "śmierdziało spalonym piecem".

d2t6ae0

Właścicielka Piklinga próbowała bronić potrwa, tłumaczyć się, ale werdykt brzmiał "jest bardzo źle". Okazało się, że restauracja ma nowego szefa kuchni, a dania z menu Gessler przygotowywała... pomoc kuchenna. Cała wizyta skończyła się rozczarowaniem. Jednak Jolanta zapowiedziała, że będą walczyć o gości i jakość dań.

Słowa najwyraźniej dotrzymała, bo na facebookowym profilu Złotego Piklinga widać zdjęcia dań, które wyglądają naprawdę smakowicie.

Restauracja nie żałuje, że się otworzyła. "Ludzi na Podhalu jest ogrom"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2t6ae0
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2t6ae0