Historyczne chwile dla HBO. Finał "The Last of Us" bije rekordy. Brutalny triumf

Finał "The Last of Us"
Finał "The Last of Us"
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Magdalena Drozdek

14.03.2023 12:09, aktual.: 14.03.2023 20:44

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Co to był za finał! Za nami ostatni odcinek "The Last of Us", który narobił wszystkim apetytu na kolejny sezon. Szczególnie to, co wydarzyło się na samym końcu odcinka. Komentarzy nie brakuje, tak jak i teorii, co stanie się dalej. A wyniki oglądalności? Kosmiczne! Uwaga, spoilery. Wiele spoilerów.

Nie będzie przesadzą, jeśli stwierdzimy, że "The Last of Us" od HBO na dobre zapisało się w popkulturze. Zainteresowanie tym serialem było ogromne. Zniszczą historię z mega popularnej gry czy jeszcze bardziej podkręcą jej fenomen? Czy Pedro Pascal i Bella Ramsey będą pasowali do lubianych przez graczy postaci? Szybko rozwiały się wszystkie wątpliwości.

Zainteresowanie było tak ogromne, że w czasie premiery pierwszego odcinka serwery HBO w Stanach Zjednoczonych zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Mimo to widzowie byli zdeterminowani, by obejrzeć "The Last of Us". Pierwszy odcinek obejrzało aż 4,7 mln osób (zarówno tych przed telewizorami, jak i w serwisie HBO Max). Co więcej, dawno już produkcja streamingowa nie gromadziła aż tak dobrych recenzji. A potem było tylko lepiej. "The Last of Us" ustanowiło rekordy oglądalności pierwszym i drugim odcinkiem, a trzeci to jeszcze przebił, bo do oglądania apokalipsy zasiadło 6,4 mln widzów.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

HBO szybko pochwaliło się, ilu widzów przyciągnął finałowy odcinek. Ostatnie starcie z kordycepsem miało widownię liczącą 8,2 mln osób. Kolejny rekord. Jednocześnie Warner Bros. Discovery poinformowało, że od premiery pierwszy odcinek odtworzono już ponad 40 mln razy. W Europie i Ameryce Łacińskiej "The Last of Us" jest najpopularniejszym serialem w historii HBO Max.

Poród, szpital i okrutna tajemnica

Często ze względu na widownię, ale może i poziom emocji, porównuje się "The Last of Us" do drugiego megahitu HBO, czyli do "Rodu Smoka". A skoro tak, to w historii Ellie i Joela nie mogło zabraknąć jakiejś mocnej sceny porodu. Scena otwarcia finałowego odcinka dorównuje tym, które mogliśmy oglądać jeszcze kilka miesięcy temu w "Rodzie…".

Anna (w tej roli Ashley Johnson) biegnie przez las, uciekając przed zarażonym. Jest w zaawansowanej ciąży, więc gdy resztką sił dobiega do rozpadającego się domu, odchodzą jej wody. Zamyka się w pokoju na piętrze, ale drzwi i lichy zamek nie stanowią wielkiej przeszkody dla zombie, które wpada do pokoju i rzuca się na ciężarną. Annie udaje się zabić zarażonego. W tej samej chwili, w której widzi swoje nowonarodzone dziecko, orientuje się, że została ugryziona.

Annę i maleńką Ellie znajduje Marlene i jeden ze Świetlików. Wykończona Anna, w której organizmie już rozwija się kordyceps, mówi Marlene, że do ugryzienia doszło po porodzie, ale wystarczy uważnie przyglądać się scenie porodu, by zobaczyć, że pępowina została odcięta po ugryzieniu. Marlene składa Annie obietnicę, że zajmie się dziewczynką. A my dostajemy wyjaśnienie, dlaczego Ellie jest odporna na siejącego piekło na świecie grzyba.

Ashley Johnson w serialu wciela się w mamę Ellie, natomiast w grach była samą Ellie. Wspaniałe cameo, które wychwycili pewnie głównie fani gier, prawda?

"The Last of Us"
"The Last of Us"© Materiały prasowe

Neil Druckmann powiedział dziennikarzom, że Johson stresowała się przyjęciem roli w serialu. W świecie "The Last of Us" zawsze towarzyszył jej Druckmann, tym razem opiekował się nią drugi współtwórca serialu, czyli Craig Mazin. – Robiliśmy grę, ja na żywo pisałem teksty, razem robiliśmy poprawki. Po pierwszych kilku scenach Ashley bardzo pomogła ukształtować postać Ellie. Metaforycznie dzięki niej Ellie przyszła na świat. Scena, w której dosłownie wydaje na świat Ellie, jest poetycka i piękna, choć tak bardzo smutna – skomentował.

Ellie i Joel docierają w końcu do celu. Złapani przez Świetliki, zostają rozdzieleni i trafiają do szpitala. Tam Marlene wyjawia Joelowi, co musi się teraz stać. Dzięki odpornej na działanie grzyba Ellie można stworzyć lekarstwo. Dziewczyna trafia na stół operacyjny. Joel jednak wie, że grzyb rozwija się w mózgu i jeśli lekarze chcą ratować ludzkość, to najpewniej muszą zabić Ellie.

"The Last of Us"
"The Last of Us"© Materiały prasowe

Brutalny triumf telewizji

Dziennikarz "The Guardian" policzył, że Joelowi wystarczyło 10 sekund, by nie zastosować się do polecenia Marlene i zacząć zabijać żołnierzy na drodze do sali operacyjnej, w której leżała Ellie. Naliczył 12 trupów, ale wydaje się, że mogło być ich więcej.

Brytyjczyk finałowy rollercoaster emocji nazwał "sadystycznym, brutalnym triumfem telewizji". Zgadza się z nim większość internautów. Nie brakuje komentarzy, że Pedro Pascal w scenie strzelaniny w szpitalu "straumatyzował widzów". Widzowie piszą o potoku łez w momencie, w którym Joel stwierdził, że to nie czas leczy rany, sugerując tym samym, że to Ellie uleczyła jego. Są też liczne zachwyty nad sceną z żyrafami. W serialu "zagrał" 13-letni Nobu z zoo w Kanadzie. Poniżej możecie zobaczyć kulisy.

Wśród krytyków widać podziały. Jedni wskazują, że choć odcinek robił wrażenie, to mocny akcent na więź między Joelem i Ellie wydaje się przesadzony i przerysowany, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że bohaterowie w ostatnim czasie byli od siebie odseparowani. Akcję w szpitalu jedna z recenzentek nazywa wprost "kopnięciem w brzuch". Dziennikarz "Los Angeles Times" punktuje, że twórcy aż za bardzo śpieszyli się w finale, który jest jego zdaniem rozczarowujący. Recenzent "Forbesa" wskazuje zaś, że moralne konsekwencje działania Joela sprawiają, że finał jest mocną dawką emocji, których nie będzie łatwo strawić.

Z pewnością nie będzie łatwo pogodzić się z faktem, że na kontynuację trzeba poczekać. Wiadomo od jakiegoś czasu, że drugi sezon na pewno powstanie. Teraz, po finale, twórcy mówią jednak o tym, że świat i wydarzenia pokazane w drugiej części gry zostaną wykorzystane na "więcej niż jeden sezon", a to znaczy, że będziemy się przyglądać tej apokalipsie jeszcze kilka lat. Według śmiałych szacunków, nowe odcinki mogą pojawić się… w 2025 r.

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" omawiamy 95. galę wręczenia Oscarów. Czy werdykt jest słuszny? Kto był największym przegranym? Jakie kreacje gwiazd nas zachwyciły? Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Źródło artykułu:WP Teleshow
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (45)
Zobacz także