Dean Cain: serialowy Superman został prawdziwym superbohaterem
Dean Cain w latach 90. zdobył wielką sławę grając w "Nowych przygodach Supermana". Po latach postanowił dołączyć do grona prawdziwych bohaterów i wystawił się na krytykę dużej części Amerykanów.
07.07.2019 06:01
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
- Prawdziwi bohaterowie nie noszą peleryn. Prawdziwi superbohaterowie noszą mundury, odznaki i stetoskopy. Należą do armii, egzekwują prawo i są w służbie zdrowia – mówił Dean Cain, który zagrał w ponad 160 filmach i serialach, ale na zawsze pozostanie kojarzony z rolą Clarka Kenta/Supermana w serialu z lat 90. Cain podał swoją definicję bohaterstwa po tym, kiedy został zaprzysiężony na policyjnego oficera rezerwy.
Niedawno minął rok, od kiedy Cain może nosić mundur, odznakę i wspomaga służby ścigające internetowych pedofilów. 53-latek nie robi tego dla pieniędzy. Nie jest to również jego główne zajęcie, bo choć czasy największej popularności dawno minęły, to nie narzeka na brak propozycji i jest prawdziwym tytanem pracy. Dość powiedzieć, że aktualnie trwają prace (postprodukcja lub kręcenie zdjęć) nad 11 filmami z udziałem Caina.
Po dołączeniu do służby mundurowej i słowach o prawdziwym bohaterstwie, Cain zyskał uznanie nie tylko fanów jego aktorstwa. Można by pomyśleć, że zrobił to pod publiczkę, by przypomnieć o sobie dwie dekady po zakończeniu "Nowych przygód Supermana". Deanowi Cainowi nie można jednak zarzucać takiego działania, bo zawsze robił i mówił publicznie to, co uznawał za słuszne. Bez względu na koszty wizerunkowe.
Tak było w 2016 r., gdy publicznie wsparł prezydenturę Donalda Trumpa. "Nie jestem Republikaninem. Jestem niezależny i głosuję na kandydata, który mi najbardziej pasuje" – tłumaczył Cain, który publicznie wspiera prawo do aborcji, związki homoseksualne itp. Demokraci go jednak nie znoszą, bo jak przystało na wyborcę Trumpa, aktor nie godzi się na ograniczanie prawa posiadania broni palnej, a na dodatek jest "szychą" w NRA (Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki).
Cain mówi jednym głosem z lobbystami z NRA, że przestępstwa z użyciem broni palnej to ogromny problem współczesnej Ameryki, ale zakaz jej posiadania nie jest rozwiązaniem. Aktor podał za przykład szkołę swojego nastoletniego syna, która jest "strefą bez broni". Dla Caina nie oznacza to, że jego dziecko jest bezpieczne, ale że w razie wtargnięcia uzbrojonego psychopaty, nikt nie będzie w stanie go powstrzymać.
Innymi słowy Dean Cain, który kiedyś odgrywał fikcyjnego superbohatera, dziś stara się walczyć ze złem realnymi metodami. Nie oznacza to jednak, że całkowicie odciął się od komiksowych realiów, którym zawdzięcza sławę. Choć po wysportowanym młodzieńcu nie ma już śladu (kilka dni temu skończył 53 lata), Cain miał okazję wrócić do świata Supermana i Lois Lane w serialach "Tajemnice Smallville" i "Supergirl". Co jakiś czas spotyka się także z serialową partnerką z dawnych lat, Teri Hatcher, która po zakończeniu "Nowych przygód Supermana" zrobiła o wiele większą karierę niż Cain.
Zagrała m.in. dziewczynę Bonda w "Jutro nie umiera nigdy", a kilka lat później jej gwiazda rozbłysła na nowo za sprawą serialu "Gotowe na wszystko".
Tymczasem Dean Cain nie goni za wielką sławą. Wolny czas woli poświęcać 19-letniemu synowi, który jest owocem romansu z byłą gwiazdą "Playboya" Samanthą Torres. Cain miał w przeszłości szereg znanych partnerek (m.in. Brooke Shields i gwiazdę country Mindy McCready, która w 2013 r. popełniła samobójstwo), ale nigdy się nie ustatkował i nie założył rodziny. Nie przeszkadza mu to jednak w występowaniu w filmach familijnych, które w ostatnich latach stały się jego domeną. Jeden z nich, zatytułowany "Świąteczna sprawa", można obejrzeć w Telewizji WP.