WP

"Bonding". Lukrowany świat pracownicy seksualnej

Z pozoru jakaś nowość. "Bonding" Netfliksa opowiada o studentce, która dorabia jako profesjonalna domina. Jest lateks, podziemie, wibratory na ścianach i klienci z różnymi słabościami. Tyle że kobiety, które przepracowały jako dominy wiele lat, nie zostawiają na serialu suchej nitki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Bonding" już po kilku odcinkach wydaje się bardzo płytką historią.
"Bonding" już po kilku odcinkach wydaje się bardzo płytką historią. (Materiały prasowe)
WP

Odpalacie Netfliksa, a waszym oczom ukazuje się różowa jak landrynka zapowiedź serialu "Bonding". Na pierwszy rzut oka wydaje się, że oto upada największe tabu: będzie serial o pracownicy seksualnej, o BDSM i wyzwalaniu erotycznych pragnień. Daliście się przyciągnąć?

Zobacz: "Sex Education" Netfliksa: mówi o tym, o czym w polskich szkołach się nie rozmawia

WP

Studentka w lateksie

Nas przyciągnęło! W "Bonding" najważniejsze są dwie postaci. Tiff – studentka psychologii, która po godzinach dorabia jako profesjonalna domina [kobieta grająca dominującą rolę w stosunkach sadomasochistycznych - przyp. red.] w Nowym Jorku. Przyodziana w lateksowe stroje spotyka się z klientami, którzy mają różne potrzeby erotyczne – tak to dyplomatycznie nazwijmy. Inni mniej wymagające (jeden z klientów Tiff czerpie seksualną przyjemność dopiero wtedy, gdy przebierze się za pingwina), ci drudzy mają już bardziej wymyślne oczekiwania. Dlatego Tiff potrzebuje ochroniarza-asystenta.

Tu pojawia się Peter. Dwudziestokilkulatek jest spłukanym gejem, którego nie stać na opłacenie czynszu za kolejny miesiąc. Gdy Tiff proponuje mu pracę asystenta, nie ma wyjścia i się zgadza. Wcześniej nie miał w ogóle do czynienia ze światem BDSM. Dziwi i przeraża go wszystko. Ale dla Petera cały świat to jedno wielkie przerażające miejsce. Chłopak kompletnie nie radzi sobie w życiu, nie potrafi nawiązać dłuższej, zdrowej relacji z drugim mężczyzną. Boi się też realizować swoich marzeń o występach w klubie dla komików.

Materiały prasowe
Podziel się

Praca u boku Tiff ma być dla niego wyzwoleniem. Przynajmniej takie było założenie twórcy serialu – Rightora Doyle’a.

WP

W "Bondingu" erotyka nie jest w ogóle ważna. Ba, można nawet spokojnie powiedzieć, że świat BDSM i pracowników seksualnych jest tylko drobniutkim elementem historii. Seksu tu w ogóle nie ma. Nie ma nagości, perwersji i co tam jeszcze może przyjść do głowy po usłyszeniu hasła "BDSM". Zdecydowanie dużo tu... psychologii.

W serialu na pierwszy plan wysuwają się ograniczenia, jakie bohaterowie nakładają na siebie (albo jakie na nich próbuje nakładać społeczeństwo). Taka lateksowa wersja #metoo. Tiff przyznaje, że jest pracownicą seksualną, bo w przeszłości była wykorzystywana seksualnie. Nosi do pracy gorset i strzela z bicza, by pokazać, że ona też może dominować. A Peter, który nie potrafi się odnaleźć w życiu, przekracza granice w lochach z klientami Tiff, co jest dla niego w pewnym stopniu życiową pobudką.

Jest i trochę o klientach studentki. Jest zwolennik upokarzania i tzw. watersports (oddawanie moczu na drugą osobę). Jest i dość konserwatywne małżeństwo, które kompletnie nie dogaduje się w temacie seksu i sprawiania sobie przyjemności, że prosi o pomoc dominę. To nawiasem mówiąc jeden z lepszych motywów serialu, bo ogromnym tabu w społeczeństwie jest to, że małżeństwa chodzą na terapie do psychologa, a co dopiero proszą o pomoc w spełnianiu fantazji!

Materiały prasowe
Podziel się
WP

I tyle. "Bonding" już po kilku odcinkach wydaje się bardzo płytką historyjką, do której ktoś dopisał kilka słabszych żartów. Popkulturowa papka, z której nic nie wynika. Niestety. "Bonding" jest trochę jak brokatowy jednorożec. Niby konie istnieją (jak BDSM), ale w takiej formie to tylko w bajkach.

Serial jest słaby, ale komentarze, jakie wywołał w środowisku pracownic seksualnych, są już za to bardzo konkretne, ostre i wyjątkowo ciekawe.

Tak nie wygląda moja praca

Madam Storm pracuje jako domina 11 lat i uczy inne kobiety, o co w tej pracy dokładnie chodzi. Swoimi spostrzeżeniami na temat serialu Netfliksa podzieliła się w artykule dla metro.co.uk.

WP

- Dziękuję ci Netfliksie za to, że od pierwszego odcinka stawiasz sprawę jasno, że nie uprawiamy seksu z klientami, ale cały serial jest pełen błędów. Po pierwsze, nigdy nie zobaczycie nas z obrożą na szyi taką, jaką nosi Mistress May – to jest zarezerwowane dla uległych, moi drodzy – zaczyna swój tekst Madam Storm.

Domina po kolei rozlicza absurdy zawarte w serialu. Po pierwsze, wyjątkowo rzadko zdarza się, żeby pracownice seksualne pracowały razem pod jednym dachem w lochach/podziemiu, jak pokazano to w "Bonding". Loch, w którym klienci spełniają się w różny sposób, wyścielony dywanem? Brzmi bardzo źle i tak też widzi to Brytyjka.

- Bezpieczeństwo i zgoda to dwie najważniejsze, podstawowe sprawy. Chciałabym zobaczyć, jak Mistress May bardziej skupia się na ustawianiu granic niż spełnianiu zachcianek klientów. (…) Wierzę, że twórcy serialu chcieli też pokazać niebezpieczeństwa, z jakimi związane jest bycie dominą, ale byłam zaniepokojona sceną, gdy May nie sprawdziła w ogóle swojego klienta. Taka wcześniejsza lustracja może uratować ci życie – przyznaje.

Materiały prasowe
Podziel się
WP

Madam Storm odnosi się tu do ostatniego odcinka "Bonding" (nie będziemy spoilerować). I przypomina, że sama kiedyś znalazła się w bardzo niebezpiecznej dla siebie sytuacji. Storm pracowała wtedy w Nowym Jorku. Kierowca zawiózł ją do domu klienta:

- Ogromny gość otworzył drzwi i powiedział, że jego mama jest na piętrze, więc musimy być cicho. Zaprowadził mnie do swojej piwnicy, gdzie spełniał swoje zachcianki, i zaryglował za mną drzwi, mówiąc, że nie chce, by przyłapała nas jego mama. Pokój wypełniały świeczki, krzyże, była Biblia. Wyjaśnił, że chce zostać ukarany za swoje grzeszne myśli. Powiedział mi o tym, że został wychowany w bardzo konserwatywny, religijny sposób. Pytał, czy to, co robimy, jest grzechem – wspomina.

PRZECZYTAJ TEŻ: Intymne historie o seksie. Arabki obalają największe tabu

– W tej pracy nigdy nie wiesz, co może się stać. A z drugiej strony: profesjonalna sesja jest wyzwalająca i dla dominy, i dla klienta. Tu chodzi o budowanie pewności siebie. "Bonding" może i nie jest najbardziej odpowiedni, ale daje delikatny wgląd do naszego świata. (…) Gdyby ktoś przypadkiem zastanawiał się, czy zostanie dominą jest łatwą opcją zarobku dla studentki: nie jest. To profesja, która wymaga doświadczenia, umiejętności interpersonalnych, etyki – przyznaje Madam Storm.

Nie ona jedna zareagowała na serial krytyką.

Kto to pisał?

W komentarzach, jakie posypały się kilka dni po premierze "Bondingu", można przeczytać głównie o tym, że twórcy pokazują oderwaną od rzeczywistości historię, która wcale nie przełamuje tabu, tylko wprowadza widzów w błąd.

"Rozumiem, że to miał być komediowy tekst. To nie jest śmieszne. Przeczy idei "Safe, Sane, Consensual" (w tłumaczeniu "Bezpieczni, Rozsądni, Zgodni")" – pisze jedna z kobiet i przywołuje fragment odcinka, w którym Tiff oznajmia Peterowi, że będzie musiał oddać mocz na klienta. Mówi mu: "gdybym ci powiedziała, co będziesz musiał zrobić przed wszystkim, nie zrobiłbyś tego".

"Serial, mimo dobrych intencji, nie przedstawia w realistyczny sposób świata profesjonalnych domin i ich klientów, nie wspominając już o technicznych aspektach tej pracy. Jest tak wiele wykwalifikowanych osób w Los Angeles, które mogłyby podpowiedzieć twórcom" – czytamy na Twitterze.

"Błędy w serialu podsycają piętnowanie tych, którzy zajmują się BDSM. Dlaczego ta dziewczyna nosi obrożę? Dlaczego ma niedopasowany gorset? Dlaczego nie prześwietla swoich klientów? Dlaczego nie ma tu nic o negocjacjach z klientami i rozmów, w których obie strony ustalają granice, zgadzają się na pewne rzeczy?" – pisze profesjonalna domina posługująca się pseudonimem Mistress Synful Pleasure.

Najlepsze na koniec. Co na to twórca "Bonding", Rightor Doyle (fani produkcji HBO mogą go znać z roli w serialu "Barry")? Okazuje się, że serial oparty jest na jego własnej, najprawdziwszej historii. W 2006 roku, gdy miał zaledwie 22 lata i dopiero co ukończył college, pracował dla swojej przyjaciółki-dominy.

- Potrzebowałem pieniędzy, a ona mnie w to wkręciła – powiedział w rozmowie z "New York Post".

Do jego zadań najczęściej należało po prostu "stanie na czatach" i pilnowanie, by przyjaciółce nic się nie stało. – Przygody Petera są fikcyjne. Nie byłem zainteresowany robieniem show o sobie. Chciałem zrobić show o tym, czego doświadczyłem i czego się nauczyłem. To było świetne, dzikie wejście w świat, w którym mogłem odkrywać swoją seksualność i zrozumieć, jak patriarchat ogranicza kobiety i gejów w tym, co mogą robić ze swoim życiem i ciałem – dodał.

Doyle pracował jako asystent dominy przez pół roku. Wprost mówi, że te miesiące wiele zmieniły w jego życiu na plus. "Bonding", który powstał w 20 dni, ma być przyczynkiem do szerszej dyskusji o seksualności, pracownicach seksualnych, wstydzie i oburzeniu, jakie cały czas towarzyszy takim tematom. I tu się akurat udaje. Dyskusja jest. Pracownice seksualne w komentarzach w mediach społecznościowych zarzekają się, że nie chcą nawet słyszeć o kolejnym sezonie "Bonding".

Ale gdyby tak dać twórcom kredyt zaufania? Doyle mówi w rozmowie z "Daily Beast": - Od dziecka jesteśmy uczeni, że seks to zło. A seks to część naszego życia. Może sprawiać radość, ból, podniecenie. Może ludzie spojrzą na to z innej strony? Będą mniej osądzać, a więcej rozmawiać o tym?

PRZECZYTAJ TEŻ: Netflix usunie 80 filmów i seriali. Produkcje znikną z platformy na przełomie kwietnia i maja

Polub WP Teleshow
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP