Trwa ładowanie...
Agata Grzybowska: Jest we mnie sprzeciw
Źródło: Agencja FORUM

Agata Grzybowska: Jest we mnie sprzeciw

Zaprzecza twierdzeniom rzecznika policji, jakoby na demonstracji pod ministerstwem edukacji była prywatnie. Pracowała w Syrii, Somalii, Iraku, dokumentowała rewolucję w Egipcie i Majdan na Ukrainie. Policja zatrzymała ją tylko w Polsce. - Wracam na ulicę. Ludzie protestują, bo czują się pokrzywdzeni. Ja muszę tam być - mówi fotoreporterka Agata Grzybowska.

Share

Imię i nazwisko?

Agata Grzybowska.

Wiek?

Trzydzieści sześć.

Wzrost?

W dowodzie mam wpisane metr sześćdziesiąt dwa.

d39hsjx

Wzrost policjanta, który cię zatrzymał?

Na oko metr osiemdziesiąt z czymś.

Miejsce akcji?

Siedziba Ministerstwa Edukacji Narodowej, potem komisariat policji na Wilczej w Warszawie.

Użyty w akcji sprzęt?

Dwa aparaty Leica M10. Jeden z fleszem.

Technika operacyjna: Syria, Somalia, Egipt, Majdan, Ministerstwo Edukacji Narodowej RP. I tylko pod tym ostatnim zatrzymała cię policja.

(śmiech) Tak!

Zarzut?

Naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji.

Przyznajesz się?

Nie!


Źródło: Agencja Gazeta, fot: Maciek Jaźwiecki

To inaczej spróbujemy. Miejsce pracy: strefy konfliktu. Dokumentacja wojen, demonstracji. Jak wygląda przystosowywanie się do funkcjonowania w miejscach, w których panuje chaos? Gdzie nie działa państwo? Gdzie ludzie strzelają do siebie i giną?

To wszystko zależy od miejsca, w którym w danej chwili jestem. Protesty uliczne, takie jak ukraiński Majdan, to bardzo dynamiczna sytuacja. Dużo się dzieje, a ty wciąż biegasz poszukując ujęć. I starasz się skoncentrować na kadrze, ale też uważać, co dzieje się za twoją głową. Podobnie było teraz w Polsce 11 listopada podczas Marszu Niepodległości.

Czyli?

Dookoła głowy latają mi butelki, a ja nagle uświadamiam sobie, że nie mam na głowie kasku.

Uczucie jak na wojnie?

Na wojnie jest inaczej. Wojna jest statyczna. Reporter czy reporterka na wojnie głównie czeka na ruchy wojsk, jak w Syrii. Kiedy tam byłam, oddziały rebeliantów szykowały się do walki o odbicie jednego z miast spod kontroli reżimu Baszara al-Asada. Na froncie w Donbasie przez kilka tygodni siedziałam w piwnicach opuszczonych domów na linii frontu. I tę historię zrobiłam o chłopakach z którymi tam siedziałam - osiemnastolatkach, którzy pojechali walczyć o swój kraj.

Więc jeśli szukasz emocji przed obiektywem, to przed moim pojawiły się na Majdanie czy na placu Tahrir w Kairze. Czyli podczas protestów, rewolucji, nie wojen. Albo na przykład na zdjęciach z Somalii. Robiłam tam materiał o kobietach, uchodźczyniach, dla Polskiej Akcji Humanitarnej, ale to nie jest sytuacja, w której wchodzisz do strefy konfliktu.

Dlaczego?

Po pierwsze: to była praca dla organizacji pozarządowej. Kiedy pracujesz dla NGO, absolutnie nie wolno ci robić czegoś powiązanego z polityką czy wojskiem. Organizacje pozarządowe są bezstronne. Moim zadaniem było danie głosu osobom, które np. od 30 lat mieszkają w obozie dla uchodźców.

A po drugie: jestem białą dziennikarką. W kraju takim jak Somalia muszę mieć obstawę czterech żołnierzy przez cały czas. Nawet jeśli idę do sklepu pięćdziesiąt metrów od miejsca, w którym mieszkam.

d39hsjx

Za porwaną białą dziennikarkę można wynegocjować suty okup?

Tak.

W każdym konflikcie jednym z aktorów jest zawsze wojsko lub policja. Żeby media mogły pracować w takim miejscu jako trzecia strona, dokumentująca wydarzenia, muszą się jakoś z tymi siłami dogadać. Czasem jest wręcz potrzebna ochrona sił porządkowych - a czasem ochrona przed siłami porządkowymi. Jak wyglądały twoje relacje jako dziennikarki z siłami porządkowymi - policją, wojskiem - w miejscach, w które jeździłaś?

Na przykład w irackim Kurdystanie poszczególne rejony są opanowane przez różne siły wojskowe. Bez dobrego fixera, znającego realia na miejscu, niewiele zdziałasz. Do tego potrzebne jest mnóstwo pozwoleń - i trzeba je sobie wynegocjować z tymi wojskowymi czy policjantami czy urzędnikami - żeby cię przepuścili z jednego miasta do drugiego. Są też kraje, w których reporter czy reporterka musi współpracować ściśle z wojskiem - i może się poruszać tylko w tym rejonie, gdzie to wojsko jest w stanie zapewnić jako takie bezpieczeństwo.

Ale przypomnijmy choćby ukraiński Berkut z czasów Janukowycza. Oni napadali na protestujących. Jak biegli na tłum i ludzie zaczynali uciekać, to uciekałam razem z nimi, bo dziennikarze też byli bici, rozwalano nam aparaty fotograficzne.

W takich sytuacjach legitymacja prasowa daje ci wejście w tłum. I pomoc i solidarność ludzi. Kiedy znalazłam się na zamkniętym z trzech stron podwórku, a z czwartej mógł nadejść Berkut, ludzie pomogli mi przejść przez okalający podwórko płot.

W każdym kraju jest inaczej. Ja muszę wejść w… muszę się dostroić do klimatu, kontekstu, jaki panuje w danym miejscu. Także kontekstu kultury, do której trafiam.


Źródło: Agencja Gazeta, fot: Agata Grzybowska

To wracamy pod MEN. Tam nie musiałaś długo dostrajać się do realiów - żyjesz w nich na co dzień.

Oczywiście, bo Polska jest moim domem i to w jej rzeczywistości umiem poruszać się najlepiej. Akurat tak się składa, że ta rzeczywistość stała się dla nas bardzo trudna. Dlatego pracuję jako fotografka, dokumentalistka. Jeśli dzieje się niesprawiedliwość, moim obowiązkiem wobec społeczeństwa jest opowiadanie o tej niesprawiedliwości. Nigdy nie zgadzałam się na jakiekolwiek łamanie praw człowieka. Obecna władza w Polsce odbiera kolejne prawa kobietom. To dotyczy również mnie, ale i nas wszystkich dookoła. Więc jest we mnie sprzeciw i potrzeba zawodowego, ale też ludzkiego opowiedzenia o tej sytuacji obrazem.

Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Ciarka w wywiadzie dla WP 25.11.2020 stwierdził, że w swoim oświadczeniu na FB jakoby przyznałaś, że chodzisz na demonstracje prywatnie i podkreślił, że "nie może być tak, że w momencie, w którym zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, mówi 'nie, ja tu nie byłam prywatnie, tylko służbowo'".

Oczywiście, że na poniedziałkowym proteście pod Ministerstwem Edukacji Narodowej byłam służbowo. Fotografowałam ten protest od samego początku. I mam to na zdjęciach.

d39hsjx

Nie ma we mnie zgody na narastającą brutalność policji wobec protestujących. Jeżeli protest jest pokojowy - a te protesty są pokojowe - policja nie ma prawa stosować jakichkolwiek agresywnych działań. Teraz wielu policjantów argumentuje, że hejt na policję rozlewa się równo na wszystkich funkcjonariuszy. To dlaczego ci, którzy są delegowani do pilnowania protestów, nie mają imion i nazwisk na naszywkach na mundurze? Powinni je mieć. Wyobraź sobie, jak to wygląda: grupa mężczyzn w cywilu wbiega między protestujących. Nie mają żadnych opasek na ramieniu sugerujących, że są z policji. Za to wyciągają pałki teleskopowe na ludzi. Nic dziwnego, że ci ludzie dostają totalnej paniki.

Tak, te wydarzenia dotyczą mnie bezpośrednio. Jak ja mogę tego nie fotografować? Jak ja mogę nie fotografować protestów, skoro wyrażają one sprzeciw wobec działań wymierzonych w moją tożsamość jako kobiety? Ale w moim odczuciu to, że jestem kobietą, nie oznacza, że nie wykonuję w obiektywny sposób swojej pracy jako fotografka.

I muszę jeszcze coś dodać: protesty dotyczą kobiet, a gazety czy portale kupują zdjęcia w większości od fotografów-mężczyzn. Ta nadreprezentacja pokazuje, że kobiety naprawdę muszą cały czas walczyć o równość. Jedyna redakcja, która nabyła materiał od kobiety - Karoliny Jonderko - to był brytyjski "Vogue".

W RATS, agencji fotograficznej, z którą współpracuję, zrobiliśmy - przy współpracy z agencją Napo i Sputnikiem - akcję #WomenToTheFront. Zachęcamy fotografki, żeby tagowały nas przy swoich zdjęciach - a my puścimy je w świat. Także po to, żeby dyrektorki i dyrektorzy artystyczni, fotoedytorki i fotoedytorzy mediów zauważyli, że wśród fotografów są również fotografki.

Na solidarność środowiska mogłaś liczyć. Twoje zatrzymanie było chyba najlepiej obfotografowanym wydarzeniem ostatnich tygodni. A potem wielu ludzi, w tym kolegów-fotografów, zgromadziło się przed komendą na Wilczej i domagało twojego uwolnienia.

Jak zobaczyłam to zdjęcie Wojtka Grzędzińskiego - grupki ludzi z aparatami, idących w szeregu, podpisane, że "idziemy po Agatę", to było właśnie takie uczucie: kumple i kumpele z ulicy idą po ciebie.

A kiedy wyszłam z komisariatu i zobaczyłam tych wszystkich ludzi, pomyślałam: "k...a, oni wszyscy przyszli tu po ciebie. I oni cię nie zostawią". To jest strasznie fajne - zobaczyć, jak działa hasło "nigdy nie będziesz szła sama". Czuję totalną solidarność. A na ulicach czuje się siostrzeństwo. Naprawdę, cokolwiek się wydarzy - "nie jesteś sama".

Źródło: Agencja Gazeta, fot: Jacek Marczewski

Samotność mogłaś poczuć w radiowozie i na komendzie.

Na komendzie była ze mną prawniczka. Ale o szczegółach przesłuchania nie mogę obecnie mówić.

d39hsjx

Napisałaś w oświadczeniu, że próbowano cię podejść, żebyś przyznała się do winy. Jak to wyglądało?

Tego też nie mogę niestety skomentować.

Rzecznik policji jednak komentuje, i to w wielu mediach. W WP powiedział tak: "Widać, że to ta pani napiera na policjantów, to ta pani celowo jest blisko twarzy policjantów, później widać to machnięcie nogą".

Czy to twoja noga? Czy go kopnęłaś?

Przebieg tamtych wydarzeń to niestety jest kolejna rzecz, której nie mogę komentować. Mogę powiedzieć tylko tyle, że sprawa jest w toku, zostały mi postawione zarzuty, a ja mogę tylko powtórzyć, że się do nich absolutnie nie przyznaję.

Idziemy dalej. Ten sam rzecznik policji podkreślił, że nie chce przesądzać o czyjejś winie, "niech to rozstrzygnie śledztwo", ale "sytuacje, w których ktoś kopie policjanta, są niedopuszczalne". Powtórzył też to, co mówił wcześniej - jakoby zatrzymujący cię policjant nie wiedział wówczas, że jesteś fotoreporterką. "Tak, pokazywała tę legitymację, jak się zorientowała, że (...) to nie jest żaden żart, że to jest bardzo stanowcze działanie policjantów, których nietykalność cielesna została naruszona". Jak się do tego odniesiesz?

Miałam legitymację prasową, w rękach dwa aparaty. Fotografowałam całą sytuację. Po prostu dokumentowałam, pracowałam. Wokół było wielu innych fotoreporterów i fotoreporterek. Co mogę innego dodać…?

Cytat z twojego oświadczenia: "zostałam zaatakowana przez policjanta (tylko dlatego, że robiąc zdjęcie, błysnęłam mu w twarz fleszem)". Cytat z rzecznika: "pani reporterka przyznaje, że celowo błysnęła lampą w oczy policjantowi". W rozmowie z WP rzecznik stwierdził, że na nagraniu z zajścia widać, jakobyś nie robiła zdjęć, a oślepiała fleszem policjanta. Czy możesz je ujawnić?

Robiłam zdjęcie przy użyciu lampy błyskowej, jak wielu moich kolegów i koleżanek. I podkreślę: wielokrotnie używam lampy błyskowej. Zwłaszcza jak jest słabe światło.

Pytały mnie o to zdjęcie różne redakcje. Po konsultacji z moją prawniczką wszystkim na razie muszę odmówić.


Źródło: Agencja Gazeta, fot: Sławomir Kamiński

I co teraz, jak wyszłaś?

Wracam na ulicę fotografować.

Nie musisz odpocząć?

Po zatrzymaniu? Nie czuję, żeby było mi to potrzebne. Wiesz, po wyjazdach na wojnę, po Majdanie czy Syrii staram się "dbać o głowę". Obserwuję siebie. Idę na konsultacje terapeutyczne. To jest ważne, bo chcę wykonywać ten zawód cały czas. Nie chcę... wiesz, o co mi chodzi.

Nie chcesz wpadać w dół, z którego można nie wyjść?

Dokładnie.

Ale teraz się naprawdę czuję okej. To nie jest coś takiego, co mnie zatrzyma w domu. Ludzie wychodzą na ulicę protestować, bo czują się pokrzywdzeni - ja muszę tam być, żeby to dokumentować, opowiadać o nich.

I o sobie?

Tak.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share