Zbigniew Zamachowski nie utrzymał przy sobie żony. Przyjaciela za to tak

Malajkat i Zamachowski znają się od lat
Malajkat i Zamachowski znają się od lat
AKPA

15.02.2022 01:30, aktual.: 15.02.2022 06:55

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Zbigniew Zamachowski nie ma szczęście w miłości, za to w przyjaźni jak najbardziej. Jego znajomość z Wojciechem Malajkatem trwa już ponad 40 lat! Są naprawdę blisko.

Zbigniew Zamachowski niekoniecznie ma szczęście w miłości. Kiedy wydawało się, że z Moniką Zamachowską łączy go wyjątkowe uczucie, rozstali się po wielu latach razem, a ich relacje są, delikatnie mówiąc, chłodne.

W przeciwieństwie do miłości, w przyjaźni idzie mu świetnie. Zbigniew Zamachowski ukończył łódzką filmówkę w 1985 roku. Rok później tę samą uczelnię skończył Wojciech Malajkat. Podczas studiów panowie mieszkali razem w akademiku, stąd też świetnie się znają. Czas zupełnie nie zmienił ich relacji!

Mimo że ich przyjaźń jest naprawdę mocna, kilka razy była wystawiona na próbę. Malajkat i Lolo, bo tak mówili koledzy na Zamachowskiego, mają za sobą kilka trudniejszych chwil. Malajkat momentami nawet bał się przyjaciela!

- Pamiętam, jak mój przyjaciel rzucał palenie. Lepiej było nie wchodzić mu wtedy w drogę. Wkurzało go wszystko. Raz wtłoczył w ścianę celnym ciosem w kontakt. Nie przetrwała również szyba w drzwiach do łazienki. To było krępujące, więc dziurę zasłanialiśmy szmatą. Ale nasza przyjaźń przetrwała wszystko - powiedział w wywiadzie dla "Twojego Stylu".

Kłótni jest za nimi wiele, a większość z nich była dość mocna. W końcu zarówno Zbigniew Zamachowski, jak i Wojciech Malajkat są temperamentnymi mężczyznami. - Spięcia kończyły się refleksją i większą uważnością. Kłóciliśmy się o to, że trzeba sprzątnąć, bo już się nie da przejść (...) Musiałem sprzątać sam. Używaliśmy różnych argumentów. "Ty Niemcu" – krzyczał Lolo, mimo że jestem ledwie Niemcem półkrwi. Albo: co ty możesz wiedzieć! Przecież jesteś z Mrągowa. Też mi argument od kogoś, kto pochodzi z Brzezin.

Wojciech Malajkat dodał, że czasami ich konflikty były zdecydowanie poważniejsze: - Głównie Zbyszek mówił, że się wyprowadzi, a ja krzyczałem: to się wyprowadź! Wiedzieliśmy jednak, że do tego nie dojdzie z powodu głupiej sprzeczki. Bo zasadniczo było nam razem w dechę.

Wszystkie te wspomnienia Wojciech Malajkat skwitował krótko: - Ale rozumiałem, że w ostrym sporze człowiek sięga po każdy atut, dopiero potem przychodzi opamiętanie. W przyjaźni potrzebne są czasem tony wyrozumiałości.

Ich relacja pokazuje, że się da. 40 lat przyjaźni mimo różnych spięć? Godne pozazdroszczenia!

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (2)
Zobacz także