wp

Seks jest w obcasie

Drag queens coraz śmielej wkraczają do mainstreamu. Robią to na swoich warunkach: w nieprzyzwoicie długich szpilkach i z rubasznym poczuciem humoru. Choć ten kolorowy performance sztuki campowej znany jest przecież od wielu lat, to właśnie teraz zdobywa ogromną popularność na całym świecie. W Polsce nadal budzi kontrowersje, ale czy słusznie?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Plakat ze spektaklu "Kinky Boots"
Plakat ze spektaklu "Kinky Boots" (Materiały prasowe)

Kilkunastu facetów przebranych za kobiety mierzy się ze sobą w scenicznych konkurencjach, walcząc o 100 000 dolarów, sympatię widzów, a także o to, by nie potknąć się o tren swojej sukni i nie udusić w oparach lakieru do włosów. Zabawny format, jakim jest RuPaul Drag Race, właśnie bije rekordy oglądalności. Emitowany w Stanach Zjednoczonych 9 sezon programu okazał się najpopularniejszym w historii, prawa do niego wykupiła znana stacja VH1. W Internecie furorę robią memy i gify zaczerpnięte z programu, a platforma Netfliks udostępnia w swojej ofercie aż 7 sezonów show. Świat zakochuje się w charyzmatycznych drags, które komiksowo przerysowane, uwodzą bezpośredniością i poczuciem humoru. Czy możemy sobie to wyobrazić w polskiej telewizji?

RuPaul fot. Archiwum artysty RuPaul fot. Archiwum artysty materiał prasowy/Megafon.pl
Podziel się
wp

Piątek 7 lipca, Teatr Dramatyczny w Warszawie. Zaraz ma odbyć się premiera musicalu "Kinky Boots", który później prawicowy serwis niezależna.pl nazwie skandalem. Sztuka opowiada inspirowaną prawdziwymi zdarzeniami, niecodzienną historię właściciela fabryki butów, który przy pomocy przebojowej drag queen Loli ratuje swój biznes. Przed teatrem mieszczącym się w Pałacu Kultury i Nauki zbierają najpopularniejsze polskie drag queens, zaproszone w charakterze gości honorowych. Grupa mieniących się cekinami postaci nieśmiało dopala papierosy zaraz przed wejściem, a dym owiewa ich gigantyczne peruki. Jest jeszcze widno, a Warszawa to nie londyńskie Soho, gdzie zobaczyć takie sceny stosunkowo łatwo. Niecodzienna sytuacja daje do myślenia, na ile dzisiaj oswoiliśmy się z tym zjawiskiem? Odpowiem wymijająco. Pewne jest, że gdyby RuPaul Drag Race kręcone było w Polsce, można by wymyślić wiele interesujących konkurencji, na przykład ucieczka w 17 centymetrowych szpilkach przed członkami ONR, lub doklejanie tipsów tak by pomagały w oddawaniu prawego sierpowego. Bo w naszym kraju ciężko teraz wyobrazić sobie powszechną akceptację tej formy performance’u, która przedstawiona w odpowiedniej konwencji, ma przecież służyć zabawie i rozrywce. Już w 1937 roku Eugeniusz Bodo, w filmie "Piętro wyżej", śpiewał "Sex Apeal", jako uwodzicielska Mae West. Dlaczego więc dzisiaj polska premiera "Kinky Boots”, znanego na całym świecie musicalu, uznawana jest przez prawicowy portal za skandal?

W dawnym NRD lub RFN drag queen występowały na estradzie ku uciesze gawiedzi, ale te występy zupełnie nie miały wydźwięku politycznego. Postrzegane raczej w kategoriach nieskomplikowanej rozrywki, były częstym motywem scenicznych show. Dziś działalność drag wpisuje się w dyskurs o gender, a mężczyźni przebrani za kobiety machają tęczowymi flagami na paradach równości. Obecnie ta forma sztuki scenicznej jest silnie kojarzona ze środowiskiem LGBT, co zdecydowanie jest jej siłą, jednak wcale nie podoba się wszystkim.

Choć nie każdy występujący jako drag queen to gej albo osoba transseksualna, bo przecież jest to tylko kreacja artystyczna, to najczęściej właśnie przez pryzmat seksualności postrzegani są wykonawcy. W krajach zachodnich, gdzie nie ma aż tak wielkiego problemu z homofobią, ludzie oglądają tego typu występy z większym dystansem, który umówmy się, jest konieczny dla właściwego odbioru. Ponieważ wcielanie się w drag to hiperbola tego, czym karmi nas popkultura: stereotypów na temat kobiecości, piękna i mody. Taki kicz kreowany z premedytacją nie będzie zrozumiany przez osoby bojące się własnej seksualności, czy nieświadome kontekstów kulturowych. Jednak coraz więcej osób ma wysokie kompetencje kulturowe i stąd właśnie fenomen programu RuPaul Drag Race.

wp

Występy drag queens w pewien sposób świetnie wpisują się w kierunek, w którym podąża obecna sztuka. Taki rodzaj performance’u idealnie oddaje jej ducha. Postmodernizm, czyli sztuka eksperymentalna, bazująca na tym, co już było, podejmująca grę konwencji z widzem. Czy też sztuka campu, gloryfikująca to, co w złym guście, ale za to podane z ironią i dozą wrażliwości. Dodatkowo wszechobecna seksualność, wpajane przez reklamy wzorce piękna, to wszystko domaga się parodii, którą drag zapewnia. Media również potrzebują wyrazistych, barwnych postaci, co świetnie zrozumiał RuPaul konsekwentnie realizując formułę swojego programu, mimo, że nikt nie wróżył temu przedsięwzięciu powodzenia. Teraz jest za to u szczytu popularności.

Co w takim razie z "Kinky Boots" w Teatrze Dramatycznym? Po lipcowej premierze spektakl będzie regularnie na afiszu już od września. Miejmy nadzieję, że nie wzbudzi żadnych protestów, choć jak widać na przykładzie "Klątwy" może być to sposób na darmową reklamę i świetną frekwencję. Sala powinna być jednak pełna i bez tego, ponieważ musical jest świetnie zrealizowany i niczym nie ustępuje słynnej wersji wystawianej na West Endzie. Za to przyświecające mu hasło "Bądź kimkolwiek zapragniesz", powinno wybrzmieć szczególnie pod tą szerokości geograficzną.

Zobacz też: Drag Queen

wp
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.