RozrywkaRobert Janowski nie chce być twarzą TVP. Trochę za późno na to wpadł

Robert Janowski nie chce być twarzą TVP. Trochę za późno na to wpadł

Robert Janowski nie chce być twarzą TVP. Trochę za późno na to wpadł
Źródło zdjęć: © ONS.pl
Aleksandra Pajewska

12.07.2017 14:37, aktual.: 13.07.2017 11:47

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Robert Janowski odcina się od TVP. Dziwne to o tyle, że jeszcze niedawno nie miał problemu z byciem twarzą "dobrej zmiany". O co chodzi z rozdwojeniem jaźni gwiazd Telewizji Polskiej? Janowski nie jest jedyny.

Bałagan dobrej zmiany

To, że w ostatnich miesiącach w TVP dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy, chyba dla nikogo nie jest już zaskoczeniem. Zmiany programowe, zwolnienia, chaotyczne decyzje i ogólny bałagan komunikacyjny to obraz telewizji, do którego już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Najlepszym przykładem tego jest historia festiwalu w Opolu, który miał się odbyć, potem zostać odwołany (przez "złe" media - oczywiście), następnie odbyć się w Kielcach, by ostatecznie wrócić do Opola - za ogromnie zawyżone stawki. Wszystko po to, by ratować wizerunek i skórę prezesa. Ale spokojnie, przecież to obywatele płacą, a jak wiadomo - to sakiewka bez dna. Powiedzmy.

Podobnie ma się sprawa z "Jaka to melodia?", czyli programem rozrywkowym, który widzowie - właściwie z nieznanych przyczyn - wyjątkowo sobie upodobali. W zamieszaniu wokół show chyba nawet już sami zainteresowani się pogubili. Zaczęło się od informacji, że Jacek Kurski chce wyprodukować bliźniaczy program, na zagranicznej licencji, który będzie o wiele tańszy, a swoje zamiary od razu przedstawił jako wielki sukces TVP. Potem lawinowo ruszyły newsy o tym, że Robert Janowski nie poprowadzi nowej wersji z "patriotycznymi" hitami, że zastąpi go Rafał Brzozowski, mąż Barbary Kurdej-Szatan, Rafał Szatan, albo kilku prowadzących na przemian.

Ostatecznie Telewizja Polska najwyraźniej doszła do wniosku, że nie zniesie już więcej porażek i złej prasy, więc postanowiła mimo wszystko uśmiechnąć się do producentów "Jaka to melodia?" i tym samym ulubionego prowadzącego, Roberta Janowskiego. Ruszyły rozmowy i negocjacje, które ponoć były wyjątkowo burzliwe. Jak łatwo się domyślić, producent programu znalazł się na wygranej pozycji. Robert Janowski zamieścił w sieci oświadczenie odnoszące się do tych informacji, w którym podkreślił, że faktycznie, prawdopodobnie porozumienie dojdzie do skutku, ale odcina się od plotek o bajońskiej sumie, jaką ponoć miał zarobić za nową edycję.

"Odciniam się"

"Stanowczo informuję, że wszelkie informacje na temat mojego rzekomego porozumienia się z TVP i negocjowania zarobków są nieprawdziwe i rażąco naruszają moje dobra osobiste. Moje wynagrodzenie nigdy nie było tematem rozmów pomiędzy mną a TVP, ponieważ… nigdy nie byłem pracownikiem Telewizji. Od 19 lat związany jestem umową o pracę z firmą Media Corporation i moje stanowisko w tej sprawie jest bez zmian. Zgodnie z ostatnimi ustaleniami, Media Corporation nadal będzie wyłącznym producentem programu "Jaka to melodia?" na dotychczasowych warunkach. Oznacza to, że teleturniej pozostanie w niezmienionej formule. Dopóki jednak nie zostanie formalnie podpisana umowa pomiędzy TVP a Producentem programu, ja, jako pracownik Media Corporation, nie mogę też potwierdzić swojego udziału w teleturnieju."

Takie stanowcze odcięcie od TVP i rozmów z nimi jest dość zaskakujące, bo jeszcze w połowie czerwca aktor udzielił portalowi "Noizz" wypowiedzi, w której odnosił się bezpośrednio do Telewizji Publicznej. - Rzecznik TVP nie skontaktował się ze mną. Żal programu i widzów. Niektórzy tylko po to włączali jeszcze TVP - mówił kilka tygodni temu Janowski. To nie jedyne słowa krytyki pod adresem Telewizji Publicznej z jego ust. Aktor pisał też na swoim Facebooku: "Popełniliśmy świetny program rozrywkowy, który od 19 lat przyciągał przed telewizory miliony widzów, stając się tym samym najbardziej dochodową audycją dla TVP. [...] Stworzyliśmy, razem z Wami, cudną melodyjną rodzinę. Można powiedzieć, że wspólnie się "zestarzeliśmy". Nie przesadza się starych drzew. Nie zatapia się pięknego, bezpiecznego okrętu, podstawiając zwykłą łódkę, z nadzieją, że się uda dopłynąć. Ja do niej nie wsiadam. "Nie chcemy zmian w programie" - piszecie. I ja Was słyszę. Nie podpiszę się pod prowizorką."

Z kolei rzecznik TVP mówił: "Telewizja Polska nabyła prawa do formatu "Name the Tune" i będzie go samodzielnie produkować w celu optymalizacji kosztów i uatrakcyjnienia audycji. Aby program spełniał najwyższe standardy TVP nawiązała bezpośrednią współpracę z właścicielem formatu Ralphem Rubensteinem. W celu unowocześnia i uatrakcyjnienia formuły "Jaka to melodia?", rozważane jest zwiększenie liczby prowadzących. Efekt zmian w formacie będzie można zobaczyć w jesiennej ramówce na antenie TVP1."

Krótka pamieć

Chyba jednak TVP ma sporo do powiedzenia o tym, kto pojawia się na jej antenie. Trudno powiedzieć, co Janowski chce ugrać odcinając się do stacji, której "twarzuje" od tylu lat, ale chyba nikt nie ma wątpliwości że z TVP jest związany. Niedawno występował nawet w spocie promującym TVP pod "dobrej zmianie".

Choć oczywiście możliwe, że wstawiono go tam bez jego zgody, tak jak to miało miejsce w przypadku Roberta Makłowicza, to jednak nie podniósł medialnego lamentu, więc można spokojnie uznać, że takie wykorzystanie wizerunku mu nie przeszkadzało, dopóki nie musiał martwić się o stałą pracę i zarobki. Przypomnijmy, że z TVP jest związany od 1997 roku, w międzyczasie dostał kilka telekamer i stał się, obok Tomasza Kamela czy Anny Popek, jedną z najbardziej wiązanych ze stacją postaci. I jedną z niewielu, które po zmianie władz wciąż utrzymywały przywileje, przymykając oko na zmiany w stacji. Do tej pory łączenie ze stacją mu nie przeszkadzało. Co się zmieniło? Jak pokazał przykład wielu gwiazd, bycie twarzą TVP stało się synonimem obciachu, a walka z "dobrą zmianą" - dobrze widzianą w środowisku postawą. Niestety, pan Robert najwyraźniej zapomina, że słowo zapisane w internecie zostaje tam na zawsze i nie będzie tak łatwo wymazać swoich słów. Pytanie brzmi - czyjego wybaczenia potrzebuje bardziej - prezesa Kurskiego, czy widzów? Przekonamy się zapewne wkrótce na antenie.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (263)
Zobacz także