"Poker Face". Genialna telewizja? Ktoś nas próbował zrobić w konia

"Poker Face" jest wychwalane pod niebiosa
"Poker Face" jest wychwalane pod niebiosa
Źródło zdjęć: © fot. mat. pras.

19.09.2023 12:13, aktual.: 19.09.2023 17:46

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Po przywróceniu świetności gatunkowi klasycznego kryminału spod znaku Agathy Christie, Rian Johnson nie spoczął na laurach i z dużego przeniósł się na mały ekran. Stworzony przez niego "Poker Face" to kawał dobrej rozrywki, choć do genialności, o jakiej pisali amerykańscy krytycy, trochę mu brakuje.

Kiedy w 2019 r. do kin trafił napisany i wyreżyserowany przez Riana Johnsona "Na noże", nikt nie spodziewał się sukcesu jaki stanie się jego udziałem. Pokłosiem pękających w szwach sal kinowych stało się ponowne zainteresowanie gatunkiem klasycznego kryminału, w którym o popełnienie przestępstwa podejrzewany jest właściwie każdy, a za rozwiązanie zagadki bierze się genialny, obowiązkowo zmanierowany detektyw.

Historie oparte na tym żelaznym kręgosłupie święciły w przeszłości triumfy głównie na kartach książek, by zaowocować przynajmniej kilkoma ekranizacjami, które przeszły do historii kina i telewizji. Jednak do czasu "Na noże" próżno było szukać następcy takich ikon kryminału jak Sherlock Holmes, Hercules Poirot czy panny Marple. Potrzeba było Riana Johnsona i jego Benoita Blanca.

Zobacz: zwiastun "Poker Face"

Popularność gatunku, za którego renesans sam odpowiada, Johnson dyskontuje teraz nie tylko kolejnymi filmami z serii "Na noże", ale także na małym ekranie w postaci serialu "Poker Face", którego dwa pierwsze odcinki można od niedawna oglądać na platformie streamingowej SkyShowtime. Produkcja nie jest to nowa, bo w Stanach pierwszy sezon serialu Johnsona można było obejrzeć między styczniem a marcem bieżącego roku. Jednak dopiero teraz dotarła oficjalnie do Polski. A wraz z nią fama, jaką może poszczycić się "Poker Face".

Dość powiedzieć, że na zdyskredytowanym ostatnio Rotten Tomatoes (wyszło na jaw, że jedna z firm płaciła 50 dol. krytykom za przychylne recenzje filmu "Ofelia", które poprawiły jego ogólny wynik w portalu - przyp. red.) ta produkcja Riana Johnsona ma aż 98 proc. pozytywnych recenzji. I choć trudno się temu dziwić, przydałoby się trochę lodu na rozpalone ekscytacją głowy krytyków.

Bohaterką serialu "Poker Face" jest pracująca w jednym z kasyn Charlie Cale (Natasha Lyonne znana z "Russian Doll" i "Orange Is the New Black" ). Znalazła się tam nieprzypadkowo. Kobieta obdarzona jest wyjątkową umiejętnością, która sprawia, że ilekroć usiądzie do stołu pokera, wygrywa. Fakt, że Charlie potrafi bezbłędnie rozpoznać, czy ktoś mówi prawdę, do tej pory przydawał jej się jedynie w hazardzie, choć przyniósł więcej kłopotów niż pożytku. Gdy poznajemy Charlie, szybko okazuje się, że wrodzony talent przyda jej się też do rozwiązywania zagadek kryminalnych.

Natasha Lyonne jako Charlie Cale i Benjamin Bratt jako Cliff Legrand
Natasha Lyonne jako Charlie Cale i Benjamin Bratt jako Cliff Legrand © fot. mat. pras. | Peacock

Na czym polega intryga?

Osią fabularną serialu "Poker Face" są kłopoty, w jakie wpada jego główna bohaterka. Charlie wsiada za kierownicę swojego auta marki Plymouth Barracuda, by uciec przed bezwzględnym zabójcą. Tak się fortunnie dla serialu składa, że przystanki, w których zatrzymuje się Charlie, są też miejscami, w których rozegrało się przestępstwo.

Zanim ruszy dalej, zajmie się więc ich rozwiązaniem, a każdy odcinek poświęcony zostanie odrębnej sprawie. W pierwszym Charlie postara się rozwiązać zagadkę śmierci pokojówki, w drugim pracownika Subwaya, który w złym momencie wspiął się na dach, by pooglądać deszcz meteorów. Na to, jaką zagadkę rozwiąże w odcinku trzecim, polski widz będzie musiał chwilę poczekać.

W przypadku kryminału zwykło się pisać, że najlepiej zbyt wiele o nim nie mówić, by nie psuć frajdy z oglądania. Z "Poker Face" można nieco osłabić czujność, gdyż serial nie jest zainteresowany tym, kto zabił, ale tym, w jaki sposób został złapany. Co za tym idzie już od początku każdego odcinka wiadomo wszystko, a potem niczym słynny Columbo na scenę wkracza Charlie Cale i próbuje dociec prawdy, w czym pomaga jej wyjątkowy dar. Dar, który zarówno jest mocnym punktem serialu, jak i jego przekleństwem.

Mocnym, bo sprawia, że "Poker Face" wyróżnia się na tle innych propozycji gatunku czymś, czego do tej pory jeszcze nie było. A taki haczyk jest niezbędny do tego, by złowić na niego widza. Znakomicie sprawdza się w krótkim opisie fabuły dołączonym do informacji prasowych i świetnie można nim reklamować taką produkcję. Gdzie tu słabe strony?

Świetna Lyonne, ale nie wszystko gra jak należy

Pomysł na główną bohaterkę, która zawsze bezbłędnie wie, że ktoś kłamie, narzuca spore ograniczenia dla scenarzystów, gdyż z grubsza można założyć, że bohaterka powinna skupić się jedynie na zadawaniu pytań i wysłuchiwaniu odpowiedzi. Nie muszą być to nawet wybitne, czy choćby sensowne pytania – to zupełnie zbędne. O ile te ograniczenia niweluje pierwszy odcinek, którego złoczyńcy znają dar bohaterki na wylot, to potem Charlie trafia wśród ludzi, którzy nie mają pojęcia, że w rozmowie z nią powinni się dwa razy zastanowić, zanim się odezwą.

Co za tym idzie, twórcy serialu "Poker Face" poszli po linii najmniejszego oporu i z umiejętności Charlie korzystają oszczędnie. Po dwóch pierwszych odcinkach można pokusić się o stwierdzenie, że często dar bohaterki jest zbędny, bo do rozwiązania zagadki dochodzi za sprawą tego, że jest po prostu dobrym detektywem, choć nie posiada stosownej licencji. Charlie drąży, szuka nieścisłości, łączy fakty, zauważa to, co umknęło komuś innemu, a kiedy trzeba będzie wstukiwać kolejne sekwencje PIN-ów, by trafić na ten właściwy, zrobi to. I tylko przy okazji zada jakieś pytanie. Aż dziw bierze, że w momencie rozpoczęcia serialu nie ma już na koncie solidnego portfolio rozwiązanych spraw.

Aby nie było wątpliwości, "Poker Face" obejrzeć zdecydowanie warto. Choć można mieć zastrzeżenia do opowiadanych tam kryminalnych spraw – jeden zwrot akcji z pierwszego odcinka dotyczący usuniętej fotografii nie przeszedł nawet w polskiej "Pułapce" z Agatą Kuleszą – cała reszta chodzi jak w zegarku.

Znakomita w roli głównej jest Natasha Lyonne, która pasuje do niej jak ulał, tworząc zapadającą w pamięć "detektyw" z burzą rudych loków. Można ją wymieniać jednym tchem z szacownymi poprzednikami, o których wspominałem wyżej. Drugi plan też spisuje się świetnie, a realizacyjnie – tkwiąc pomiędzy współczesnością a produkcją stylizowaną trochę na te z lat 70. ubiegłego wieku – wygląda bez zastrzeżeń.

Inteligentny i przemyślany scenariusz nafaszerowany jest niezbędnym humorem, a decyzja o włączeniu kolejnego odcinka nie powinna być dla nikogo trudna. Zalecam jedynie obniżenie oczekiwań, co może przynieść dużo bardziej pozytywny skutek niż nastawienie się na genialną telewizję.

Łukasz Kaliński, Quentin.pl

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" bierzemy na warsztat "One Piece" Netfliksa, masakrujemy "Ślub od pierwszego wejrzenia""Żony Warszawy", a także rozwiązujemy "Problem trzech ciał" i innych nadchodzących ekranizacji. Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Źródło artykułu:WP Teleshow
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (4)
Zobacz także