Trwa ładowanie...

Pokazała z pozoru niewinne zdjęcie. Fani nie zostawili na Annie Korcz suchej nitki

Wystarczyło jedno zdjęcie i relacja, aby obserwatorzy Anny Korcz rzucili się jej do gardła. Gwiazda "Na Wspólnej" nie ma sobie nic do zarzucenia i bagatelizuje zarzuty.

Share
Anna Korcz pokazała zdjęcie z synem. I się zaczęło...Anna Korcz pokazała zdjęcie z synem. I się zaczęło...Źródło: AKPA
d1mdiud

Anna Korcz poczuła wiosnę i wraz z najbliższymi udała się na przejażdżkę. Przynajmniej tak można wywnioskować z materiałów, które zamieściła na swoim Instagramie. Jednak dla niektórych fanów gwiazda "Na Wspólnej" przekroczyła granicę. O co poszło?

Na Instagramie Anny Korcz pokazała się relacja, a później zdjęcie, sugerujące, że auto, którym jechała aktorka, jej starszy syn i maleńki wnuk, prowadził jej 11-letni syn Janek. Ba, z relacji wynikało, że "kierowca" nie miał zapiętych pasów.

Aktorka usunęła kłopotliwe nagranie, jednak wrzuciła na swój profil zdjęcie z Jankiem za kółkiem. "Kochani! Całe życie w drodze! On my way! Z moimi Milusińskimi!!! Zawsze wesoło!!" – napisała.

Gwiazdy klepią biedę przez pandemię koronawirusa

Zdjęcie jest jednak o tyle problematyczne, bo kadr nie obejmuje rąk Janka, które mogły, ale nie musiały spoczywać na kierownicy.

d1mdiud

Część fanów nie widziała w tym nic zdrożnego, inni wyrazili swoją dezaprobatę, zarzucając Korcz nieodpowiedzialność.

"Jak można tak nieodpowiedzialnie wozić dzieci..." czy "Rozumiem, może mój tata też dawał mi się szybko uczyć się jeździć autem, ale Aniu nie wpadłabym na to, żeby pół Polski o tym poinformować" - to tylko niektóre z komentarzy.

W rozmowie z Plejadą aktorka ucięła temat, mówiąc, że nie zamierza komentować sprawy. Dodała też, że zdjęcie zostało zrobione na jej posesji. Wpis Korcz prezentujemy poniżej. Aby zobaczyć feralne zdjęcie, musicie kliknąć strzałkę w prawo.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1mdiud
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1mdiud
d1mdiud