Kącik serialowego zabójcy: "Lost: Zagubieni", czyli serial, który bije fanów

Kącik serialowego zabójcy: "Lost: Zagubieni", czyli serial, który bije fanów
Źródło zdjęć: © ABC Network

05.02.2010 15:31

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

My, fani "Lost", jesteśmy niczym ofiary przemocy domowej. Nie potrafimy odejść. Wiemy, że jest źle. Że obiekt naszych westchnień nas wykorzystuje, poniża, obraża. Że to się nie zmieni i będzie już tylko gorzej. Ale mimo to nie odchodzimy. Zostajemy wbrew zdrowemu rozsądkowi i poradom przyjaciół. Wierzymy, że on się zmieni i koniec końców okaże nam miłość. I przekonamy się, że nasza trudna wierność miała sens. Niestety, pierwszy odcinek szóstego sezonu udowadnia, że nie miała. A my wciąż jesteśmy ofiarami.

To nie jest miłe uczucie. Być okłamywanym i wykorzystywanym. Dlatego mam odwagę, by powiedzieć dość. Ktoś musi. Ekipa od "Lost" poniżyła mnie po raz ostatni. Nie dam się więcej nabierać. Nie zadam pytań, do których mnie prowokują. Nie obchodzi mnie, czy lądowanie na LAX dzieje się w świecie równoległym; nie pytam, kim jest tajemniczy zabójca Jakoba; nie guglam już więcej w poszukiwaniu egipskich bożków o czteropalczastych stopach; nie myślę nawet o tym, co stało się z ciałem Christiana Shepharda.

Odchodzę!

Po obejrzeniu pierwszego odcinka "Lost" byliśmy zaczarowani. Niczym po pierwszej randce, na którą przyszły mąż przyszedł w garniturze, z bukietem róż i poważnymi planami. Myśleliśmy, że oto powstał serial idealny. Z dobrze skrojonymi, fascynującymi bohaterami, których przeszłość odkrywać będziemy do ostatniej chwili. Z przepięknymi hawajskimi widokami. Z inteligentnie wprowadzonymi wątkami fantastyczno-naukowymi, które wcześniej czy później doczekają się logicznego rozwiązania. Zauroczeni płynnością narracji i niezwykłym rozmachem produkcji, przedstawialiśmy naszego ukochanego znajomym. Nie wiedzieliśmy wtedy, że wciągamy ich w sześcioletnie bagno pełne złamanych serc, zarwanych nocy, fanowskich kłótni i irytująco enigmatycznych zwiastunów.

Pierwsze powody do niepokojów pojawiły się szybko, niczym awantura w noc poślubną. Jednak my oszukiwaliśmy się, że niedźwiedzie polarne są tam z jakiegoś powodu, szaleństwo Locka spowodowane jest chorobą psychiczną i ktoś w końcu zabije Bena. Kombinowaliśmy nawet, o co chodzi z liczbami. Słuchaliśmy kłamstw twórców o pięknym zakończeniu i rozwiązaniu wszystkich wątków. Nie dostrzegaliśmy, że na boku spotykają się z innymi. Choćby tą śliczną agentką z "Fringe" i Nyotą Uhurą ze "Star Treka".

Lecz nie mogliśmy spodziewać się tego, co przyszło w czwartej serii. Przyznajmy, ten związek miewał gorsze chwile, ale przecież jeszcze nie było tak źle. Po gorszych odcinkach przychodziły lepsze - choćby zakończenie trzeciego sezonu. Pamiętacie Jacka krzyczącego do Kate? Piękny, krótki moment obezwładniającego zdumienia, gdy zdawaliśmy sobie sprawę, że to scena z przyszłości? Znów było wspaniale, jak podczas narzeczeństwa!

Zobacz także:

[

CICHOPEK ZATRUDNIŁA SOBOWTÓRA?! ]( http://teleshow.wp.pl/cichopek-zatrudnila-sobowtora-6026595951911553g )
[

TE AKTORKI SYPIAJĄ Z REŻYSEREM „M JAK MIŁOŚĆ” ]( http://teleshow.wp.pl/ostalowska-ma-romans-z-rezyserem-m-jak-milosc-6026595205461121g )
[

JAK ZMIENIALI SIĘ BOHATEROWIE „KLANU”? ]( http://teleshow.wp.pl/bohaterowie-klanu-jak-zmienili-sie-przez-tyle-lat-6026596496319105g )
[

DZIENNIKARKA UBLIŻYŁA NIEPEŁNOSPRAWNEJ ]( http://film.wp.pl/polsat-zaplaci-za-wyskoki-kazimiery-szczuki-6025283571462785g ) Jak mogliśmy przewidzieć, że to wstęp do uczuciowego piekła. Że ukochany już nas nie kocha i dalej czeka nas tylko emocjonalny roller-coster. Że J. J. Abrams to żaden geniusz, a zwykły kłamca i oszust; tani magik, który umiejętnymi kłamstwami sprzedaje marzenia. A przecież były znaki. Widzieliśmy jak flirtował z "Cloverfield", jak coraz bardziej się od nas oddalał. Jest w tym nieco naszej winy. Przerażeni łykaliśmy te bajki. Fabularne niedorzeczności, bezsensowne decyzje bohaterów zupełnie niezgodne z ich charakterami, drętwe dialogi (to nie dialogi, to kalambury!). Wmawialiśmy sobie, że gdzieś tam jest sens. Czarę goryczy przelały podróże w czasie.

Ulubionym zabiegiem kiepskich scenarzystów filmów fantastycznych jest obwinianie o wszystko konwencji. Ci nieudacznicy chowają się za nią, niczym dziewczynki za sukienką mamy. Mówią, że przecież to film fantastyczny, więc nie spodziewajcie się sensu. Problem z tym tłumaczeniem jest taki, że każdy świat musi rządzić się swoimi prawami. Wewnętrzną logiką, która porządkuje świat przedstawiony. Jeżeli ta logika zostanie złamana, fantastyka staje się bajką, a ta przeradza się w farsę.

Farsą są głupie podróże w czasie. Tłumaczenie ich za pomocą mistycznego bełkotu, wahadeł ukrytych w kościołach i bazgrołów na akademickiej tablicy. Farsą są światy równoległe, wprowadzające kolejne piętnaście tysięcy pytań i nierozwiązanych wątków. Farsą są niedźwiedzie polarne i rekiny z logo Dharma Initiative. Farsą jest ciągnący się dziesięciolecia krwawy konflikt pomiędzy złymi zagubionymi i gorszymi zagubionymi. Farsą jest niestarzejący się Richard. Farsą są skośnoocy hipisi, co znają karate. Farsą są ludzie mówiący od tyłu i szepczący z ukrycia. Farsą jest Jakob i jego tajemniczy przeciwnik. Farsą jest Desmond, co podróżuje w czasie i widuje przyszłość. Farsą jest dzieciak, rysujący katastrofy. Farsą jest zamarznięte koło do ruszania wyspą. Farsą są statki w koronach drzew. Farsą jest grubas widzący zjawy. Farsą są wszędzie poukrywane liczby. Farsą był Eko i jego misja.

Farsą też będzie rozwiązanie zagadki.

Bo wierzę, że ono nadejdzie. Tak jak maltretowana żona wciąż wierzy, że mąż się zmieni. Wierzę, że na końcu tego żałosnego spektaklu czeka kupa niczego. I ktoś będzie nam wmawiał, że to właśnie to. Niczym mąż sadysta wmawiający żonie, że to wszystko przez nią.

Nie wierzcie. To wszystko kłamstwa. Prawdziwa jest tylko rozpacz fanów. Oszukanych, zbrukanych, kwilących w ciemnościach. Po każdym odcinku kulących się pod prysznicem w pozycji embrionalnej, jakby usiłowali zmyć z siebie szambo wylane przez twórców. Prawdziwe są ich łzy, drżące podbródki, niespójne usprawiedliwienia bezsensów mamrotane pod nosem łamiącym się głosem, podkrążone oczy i niemrawe wytłumaczenia, że przecież to nic, że spadli ze schodów. Wstyd przed znajomymi, alienacja. Złamane, wciąż krwawiące serca, które co tydzień biją słabiej. Naiwne, dziecięce marzenia o dobrym serialu przygodowo-fantastycznym dla każdego, który nie zmienia się w niszową produkcję, chwaloną tylko przez radykalnych wyznawców. Rozpaczliwe modlitwy, by kiedyś jeszcze było tak jak w pierwszym odcinku. Nie będzie. Odejdźcie.

Zobacz także:

[

CICHOPEK ZATRUDNIŁA SOBOWTÓRA?! ]( http://teleshow.wp.pl/cichopek-zatrudnila-sobowtora-6026595951911553g )
[

TE AKTORKI SYPIAJĄ Z REŻYSEREM „M JAK MIŁOŚĆ” ]( http://teleshow.wp.pl/ostalowska-ma-romans-z-rezyserem-m-jak-milosc-6026595205461121g )
[

JAK ZMIENIALI SIĘ BOHATEROWIE „KLANU”? ]( http://teleshow.wp.pl/bohaterowie-klanu-jak-zmienili-sie-przez-tyle-lat-6026596496319105g )
[

DZIENNIKARKA UBLIŻYŁA NIEPEŁNOSPRAWNEJ ]( http://film.wp.pl/polsat-zaplaci-za-wyskoki-kazimiery-szczuki-6025283571462785g )

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (0)
Zobacz także