Trwa ładowanie...
Informacja prasowa

Kruk – Be There

Kruk, przez ponad dwadzieścia lat obecności na scenie, miał swoje momenty. Zwróciłem na nich uwagę przy okazji premiery „It Will Not Come Back”. Wirtuozerskie instrumentalizacje, niebanalne teksy i gitara – to cudowne brzmienie gitary! – Piotra Brzychcego. Czułem, że zespół potrzebuje jeszcze jednego ogniwa: fenomenalnego wokalisty. Aż w końcu, chociaż w trakcie felernego 2020 roku, taka współpraca się ziściła. Kruka wsparł Wojtek Cugowski. A Wojtka wsparł Kruk. Tak powstała płyta „Be There”. Dzieło spójne, osadzone na trwałym fundamencie muzyki rockowej. Powiem wam: rock potrzebował tego wydawnictwa. Wy też go potrzebowaliście.

Share
Kruk & Wojtek Cugowski – Be There
Kruk & Wojtek Cugowski – Be ThereŹródło: Materiały prasowe
dtzutix

Ostry, przywodzący na myśl Iron Maiden, riff „Rat Race” to niezwykle energetyczne otwarcie płyty. Nieprzypadkowo wybrano ten numer na pierwszy singiel promujący „Be There”. Nie dajcie się jednak zwieść: na krążku jest zdecydowanie więcej przestrzeni. Takiej klasycznej, hardrockowej. Ten klimat, wręcz luz, szybko wychwycą fani Deep Purple i Whitesnake. „Hungry For Revenge” orbituje właśnie w rejonie takiego brzmienia.

Mała dygresja: „Be There” stoi fenomenalnym zgraniem instrumentów i wokalu Wojtka Cugowskiego. Mam wrażenie, że ten team powinien grać już ze sobą od dawna. Bo tak właśnie brzmią. To sprawna maszyna, która przyszła po swoje. „Prayer Of The Unbeliever (Mother Mary)” to wypadkowa powyższego. Utwór kompletny, pełen ukrytych smaczków, aczkolwiek będący zamkniętą całością, przepełniony hołdem dla klasyków i wizją tego, jak współcześnie powinna brzmieć kompozycja. Posłuchajcie, jeśli nie wierzycie. Finał to crescendo, prawdziwa feeria instrumentów i emocji. Siłą „Made Of Stone” jest szarpany riff, którego nie pozbędziecie się z głowy. To też moment na płycie, podczas którego zdałem sobie sprawę, że Piotr, chociaż zabrzmi to niczym frazes, wspiął się na kompozycyjne wyżyny. Uchwycić jednocześnie klasykę i nowoczesność, to jednak trzeba umieć. Chapeau bas!

dtzutix

Na scenę wkracza “The Invisible Enemy”. Mój faworyt i wizytówka „Be There”. Miałem przyjemność zamienić z Piotrem kilka słów o utworze. Wyznał, że to właśnie ten numer zachwyca większość znajomych słuchaczy, którzy rozmiłowali się w muzyce gitarowej. Coś w tym jest. „The Invisible Enemy” to niezwykle płynne zwrotki, a także szalejąca sekcja rytmiczna: Dariusz Nawara na bębnach i Maciej Guzy na basie. „Be There” ma jeszcze jednego bohatera. Na klawiszach (tak, to Hammondy!) Michał Kuryś, który dostał cały czas tego świata, aby nas oczarować. Nie muszę wspominać, że to instrument niezbędny w stylistyce Kruka. Wehikuł czasu? Momentami tak. Chociaż gdybym napisał, że UFO, to też uwierzylibyście. Klawisze są tu magiczne i wariackie.

Wojtek Cugowski uwodzi nas w „Dark Broken Souls”. Słyszymy, że doskonale odnalazł się w brzmieniu Kruka, że on również czuje tę muzykę. Mocny wokal, dopełnienie materiału. Efekt piorunujący i bezbłędny. Nie sposób się też do niczego przyczepić. Czas trwania? Idealny. Zbyt długie solówki? Nie dla fanów, w tej stylistyce są wręcz oczekiwane. Akustyczna ballada? Jest, na zakończenie albumu – pod postacią „Be There (If You Want To)” – i wybrzmiewa delikatnie, wycisza słuchaczy po energicznej podróży.

Nawiązując do tytułu ostatniego kawałka na „Be There” – magia Kruka to przede wszystkim prawdziwość w tym, co robią. W muzyce i pasji. Bądźcie z nimi. Zasługują na to.

Materiały prasowe
Kruk & Wojtek Cugowski – Be ThereŹródło: Materiały prasowe

Ocena: „Be There” to efekt pasji i współpracy muzyków Kruka i Wojtka Cugowskiego. Płyta mocno osadzona w stylistyce hardrockowej, aczkolwiek z metalowym zacięciem. To również dowód, że można współcześnie grać w sposób klasyczny i oddawać hołd zespołom, które inspirowały we wcześniejszych latach. Mistyczna płyta. I te Hammondy!

8/10

Michał Koch

Informacja prasowa
dtzutix

Podziel się opinią

Share
dtzutix
dtzutix